Moim zdaniem Putin po prostu dobrze odrobił lekcję z historii ad. 1939 i potem. Hitler dopóki postępował zgodnie z taktyką "pełzającej agresji" (zajmujemy, nie strzelamy), odnosił sukcesy terytorialne - wcielił Austrię, zeżarł pół Czechosłowacji. W tym czasie angielskie barany z gatunku N. Chamberlaina uważały, że "zyskały dla Europy pokój". Szkoda, że tylko na 1 rok.
Między Austrią 1938 i Krymem 2014 jest wiele podobieństw. W obydwu przypadkach chodziło o "mniejszość narodową", która powinna być włączona do organizmu "większego brata". W obydwu też sytuacjach społeczność międzynarodowa (Francja, Anglia, etc.) okazała się wyjątkowo ślepa/ głupia/ leniwa/ niepotrzebne skreślić. A skoro widział Hitler - i widzi Putin - że nikt nie reaguje, to czemu z tego nie skorzystać? Jeszcze trochę, a pytanie nie będzie brzmieć CZY - ale KTO następny? Niemożliwe? Nigdy nie mów nigdy. Polecam lekturę:
http://kresy24.pl/47394/krymie-eston...stan-bialorus/
Putin nieźle rozgrywa jeszcze jedną rzecz: brak jedności pomiędzy państwami na zachód od Rosji. Ukraina - pretensje prawego sektora do polskiego Przemyśla czy Chełma. Litwa - tępienie mniejszości (polskiej, a rosyjskiej też), zwłaszcza pod względem językowym. Białoruś - bariera wizowa względem Bałtów i Polski, Estonia - do lutego 2014 r. (!!!) nie miała oficjalnego porozumienia o granicy morskiej i lądowej z Rosją. Dzięki temu oraz "terroryzmowi demokratycznemu" (wkraczamy - głosujemy - przyłączamy) może zdobyć naprawdę dużo. Do momentu, aż ktoś na poważnie mu się postawi (Turcja?) bądź on sam zdecyduje o rozpoczęciu "oficjalnych" działań wojennych.
Nabijamy się, że Rosjanie zajęli cały Krym, a Ukraińcom nawet strzelać się nie chciało. Ale czy Putin w podobny sposób nie mógłby zneutralizować Polski (a przynajmniej jej część)?. Wystarczyłoby zatrudnić Białorusów znad granicy do złożenia Polsce "wizyty" wojskowo-gospodarczej. Jako że obie nacje mieszkają po obydwu stronach granicy, raczej nie chcieliby do siebie strzelać, natomiast zluzowanie bariery wizowej mogłoby skutkować wzrostem obrotów handlowych na okolicznych bazarach i galeriach. W ten sposób, dając "zajęcie" Polakom i Białorusinom, Putin mógłby bez zbędnego hałasu np. "przegłosować" przyłączenie Estonii, oczywiście wykorzystując znowu rosyjską mniejszość. Mam nadzieję, że te czarne scenariusze okażą się S-F, bo inaczej, gdy apetyt imperatora będzie rósł w miarę jedzenia... Boże ratuj!
