Pare słów wyjaśnień, bo znowu pisałem szybko i wypowiedziałem się dosyć chaotycznie, po czym pojawiło się sporo niedomówień.
emj10 napisał(a):

|
Kluby w reprezentacji jednak nie grają, gdyż reprezentanci z podpisanymi pod ich nazwiskami nazwami klubów nie tworzą żadnego działania arytmetycznego, gdzie za Lewandowskiego można wstawić wartość 9, a za Boruca z kolei 7 i otrzymać sumę, którą porównany z innymi reprezentacjami. Nic z tego.
|
Oczywiście, to jasna sprawa. Więc zapytam inaczej - czy Gabor Kiraly to lepszy bramkarz, niż Artur Boruc? Czy Daniel Meszaros z Debreczyna to lepszy piłkarz niż Kamil Glik grający z dobrym skutkiem w Torino? Czy Tamas Kadar grający w średniaku ligi węgierskiej sprawia lepsze wrażenie, niż taki Komorowski? I tak dalej, i tak dalej...Skoro mamy lepszych / porównywalnych piłkarzy i jakiś tam wybór (mały, bo mały, ale jednak wybór), to jesteśmy w stanie mieć lepszą / porównywalną ekipę.
Oczywiście, odrębną kwestią jest stworzenie drużyny z naszych piłkarzy, ale czy indywidualnie, rozbierając ekipy Polski, Węgier, Bośni, Bułgarii czy Rumunii jesteśmy od nich słabsi? Nie! Dlatego nie kupuję zupełnie tłumaczenia, że taka jest nasza pozycja w europejskim futbolu, że nie mamy piłkarzy. Mówi się, że mamy "tylko" cztery pozycje obsadzone zawodnikami dobrej klasy. Problem w tym, że tacy Bułgarzy nie mają bodaj ani jednego piłkarza tej klasy w swojej ekipie, najlepszy cudzoziemiec gra ze średnim skutkiem w...Gaziantepsporze, czyli pi razy oko poziom Grosickiego, który póki co nawet nie wchodzi u nas ostatnio z ławki. Trzeci najlepszy cudzoziemiec to...Tonew z Lecha Poznań. A jednak ktoś potrafił z Bułgarów zrobić dobrą ekipę.
Stanowski mówi, że nasi to grają albo w słabych, albo bardzo słabych klubach. Ale kto straszy w ataku takich Rumunów? Stancu z Ordusporu...? Grozav z Petrolul Ploiesti? Można by było tak cały czas pytać, ale nie w tym rzecz. Sedno tej sprawy jest takie, że nie jest to żadne tłumaczenie. Mamy potencjał i problemem jest to, że nie jest on wykorzystywany. Nie jest to potencjał na walkę o mistrzowskie tytuły, ale o awanse na turnieje mistrzowskie jak najbardziej tak! Jeśli dojrzeją piłkarsko talenty takie jak: Szczęsny (Arsenal), Wolski (Fiorentina), Zieliński (Udinese), Milik (Leverkusen), Horoszkiewicz (Hertha), Łasicki (Napoli), czy Salamon (Milan), to i o najlepszą 16 na MŚ i czołową 8 na ME powinniśmy powalczyć. Trzeba głośno o tym mówić, bo tworzy się jakiś mit o naszej totalnej nieudolności (w sensie oceny potencjału). Weźcie jednak pod uwagę, że góra 8-10 krajów europejskich ma drużyny zbudowane z klasowych piłkarzy. Reszta to właśnie mieszanka kilku graczy na dobrym, europejskim poziomie z przeciętniakami.
Tak swoją drogą to Stanowski nie wiadomo czemu chwali się wszędzie tym swoim wyjątkowym debilizmem myślowym - mianowicie stwierdza jak to Barrios strzelał tyle w Dortmundzie, co strzela Lewy. Problem w tym, że podczas gdy Barrios z marszu wskoczył do pierwszej jedenastki, Lewy przez cały jeden sezon był rezerwowym, w połowie spotkań wchodził na 15-30 minut, po czym od czasu do czasu pojawiał się w roli...ofensywnego pomocnika. Sezon ten skończył z ośmioma trafieniami i kilkudziesięcioma występami. Oczywiście logicznym byłoby porównanie do okresu, w którym Lewandowski był pierwszym napastnikiem, tak jak Barrios, no ale komuś logika nie pasowała do teorii. W poprzednich dwóch sezonach Lewandowski przecież miażdży statystyki Barriosa.
Słyszę też słowa Stanowskiego, że Lewandowski nie ma dryblingu i tak się zastanawiam, czy ten człowiek w ogóle ogląda Bundesligę, czy robi nam się drugi Szpakowski (którego de facto sam Stanowski łoi z góry na dół). Wystarczy wziąć ostatni mecz Bundesligi i zobaczyć asystę Lewandowskiego do Bittencourta po minięciu trzech rywali. Oczywiście, nie jest to Messi, ale śmieszne jest mówienie, że Lewandowski nie ma kompletnie dryblingu.
wolfy napisał(a):

|
Przykro mi, ale od meczu z Mołdawią i wcześniejszych dwóch towarzyskich (nie pamiętam z kim) popełniamy identyczne błędy w grze obronnej. Nie ma żadnego postępu.
|
Problem w tym, że są to głównie błędy indywidualne. Oczywiście zestawienie defensywy było kiepskie, a Fornalik zaczyna przywiązywać się do nazwisk (vide Wasilewski), co jest największym grzechem jaki może popełnić selekcjoner, ale osobiście chyba jednak dałbym mu czas na pokazanie, czy potrafi analizować i naprawiać swoje błędy. Tak jak mówię, trudno nazywać kogoś zerem taktycznym, skoro na treningi taktyczne ma naprawdę niewiele czasu. Nie da się obiektywnie stwierdzić, czy to Fornalik ma kiepską wiedzę taktyczną, czy ta wiedza taktyczna jest kiepsko realizowana przez piłkarzy. Natomiast nawet jeśli "Waldek King" się nie sprawdzi, to nowemu selekcjonerowi zostanie cały rok na zbudowanie nowej ekipy na eliminacje ME.
Fornalik zaczął pracę dobrze, wprowadzał młodych, nie bał się postawić na Glika, Krychowiaka, Boruca, po części Milika, czy teraz Majewskiego, ostatnimi miesiącami trochę się pogubił, ale prawdziwa umiejętność selekcjonera to wyciąganie wniosków ze swoich błędów. Kruczka w skokach jechali jeszcze bardziej, niż obecnie Fornalika, zaczął przez pewien czas stawać się symbolem jak nie powinno się przygotowywać zawodników do sezonu, a on na przekór wszystkim zbudował najlepszą drużynę w historii tego sportu w naszym kraju - on były beznadziejny skoczek, reprezentant polskiej myśli szkoleniowej. Nie zdziwiłbym się gdyby w przypadku Fornalika było podobnie, o ile zdałby sobie sprawę ze swoich błędów. To jest ważna kwestia, bo taka postawa, jak ta
pomeczowa w jego wykonaniu dyskwalifikuje go zupełnie.
Trudno mi jednak stwierdzić, czy jest to możliwe. Inna sprawa, że dobrego, zagranicznego szkoleniowca wziąłbym w ciemno.
dulli78 napisał(a):

|
I nie rozumiem tego rozgoryczenia porażką z Ukrainą. Na Boga, przecież to reprezentacja Ukrainy była faworytem tego meczu. U nas materiał piłkarski to trzeci - czwarty koszyk w Europie i nie ma co się łudzić, że jest inaczej. Zauważcie, że trener Ukraińców nie miał żadnych problemów z posadzeniem na ławce ich największej gwiazdy Tymoszczuka.
|
Znowu to samo. Ukraina nie ma lepszych piłkarzy! Piłkarze ukraińscy, którzy nas ograli nawet w swojej lidze nie należą do czołowych postaci - no, może poza Jarmolenką. Ich liga jest dobra, ale to poziom ligi belgijskiej, czy holenderskiej. My nie mamy w składzie piłkarzy z ligi polskiej, co najwyżej pojedyncze uzupełnienia, więc porównania lig polskiej i ukraińskiej generalnie nie mają sensu.
Ukraińcy owszem, nieźle radzą sobie w pucharach, ale taki Szachtar to tak samo ukraińska ekipa, jak Dortmund jest polski. Ba, Polacy w Borussi znaczą więcej, niż Ukraińcy w Szachtarze. W Szachtarze trójka Ukraińców w ich podstawowym składzie to najsłabsi zawodnicy - obnażyła to wyraźnie, a jakże, Borussia Dortmund. Dlatego właśnie ta porażka boli. Że taki Zozulia w swojej lidze nie błyszczy, a z naszą obroną poradził sobie łatwo.
Niezła, agresywna gra Ukraińców to jedno, a fatalny poziom gry defensywnej całej naszej drużyny, brak gry na bliskim kontakcie z rywalem w defensywie, asekuracji, szybkiego organizowania się do gry defensywnej to nic nowego - ot pozostałości po czasach niejakiego Franciszka Smudy, który nie dbał o takie bzdury jak defensywa, generalnie u niego full pressing przez cały mecz miał w tym względzie załatwiać wszystko - problem w tym, że po boisku nie biegają króliki naładowane djurasel. To podejście pozostało tym graczom we krwi i to w pierwszej kolejności trzeba by było wyeliminować.
Z Anglią to funkcjonowało zupełnie dobrze, bo wiedzieliśmy że rywal jest silniejszy i że nie należy się odkrywać - linia pomocy zagrała blisko linii obrony, było podwajanie, potrajanie, asekuracja, to i Anglicy nie pograli za bardzo. Ich słabość w dużej mierze wynikała z naszej dobrej gry defensywnej. Potem jednak wrócił Smudowy chaos, próba grania taktyką a'la Dortmund i przyszły porażki.