Gość uparcie twierdzi że 2+2=15 nikt nie wie skąd taka teoria, ale jak mu ktoś udowodni że coś w tym jego twierdzeniu nie pasuje. Zyskuje miano oszołoma, bo jemu, gościowi, narzuca swoje zdanie

. A on wie swoje i to jest jego prawo. Przecież wielu "ekspertów" też ma takie. Gościowi przeszkadza nawet wypowiadanie zdania innego niż tożsame z jego zdaniem. Uważając słuchanie takiej wypowiedzi za nieszczęście. Pewnie z tego samego powodu cudak za nieszczęście uważa TV Trwam. Przypomina to zachowanie sześciolatka dobrze odegrane w poniższym arcydziele.
http://www.youtube.com/watch?v=fHjqi...eature=related 50-54 sek.
Strach przed przyznaniem się do błędu, może podpowiadać różne irracjonalne zachowania, a im dłużej trwa taki stan samo oszukania tym głębsze bruzdy w psychice. Zatem życzę koledze przebudzenia.
ps. Jak ktoś się upiera że spanie w gumofilcach i narciarskich goglach poprawia koncentrację zwłaszcza kiedy na lewej nodze mamy skarpetkę czerwoną a na prawej żółtą z dziurą na trzecim palcu to wypadało by go wyprowadzić z błędu? Czy dla świętego spokoju przyznać mu rację? Próbować czy olać?