Markus napisał(a):

|
To reguła że większość piłkarzy z silniejszych lig niż nasza - oraz niektórzy z lig biedniejszych - jest po prostu lepszych od naszych ligowców. My z tej większości wcale nie możemy ściągać jedynie wyjątków, na czym opiera się Twoje rozumowanie. Najlepszym przykładem obecny skład. Nunez, Jovanović, Iliev, Biton, Genkow, Pareiko są lepsi lub tańsi na swoich pozycjach (albo nawet to i to) od prawie wszystkich dostępnych dla Wisły polskich ligowców, nie będąc jednocześnie piłkarzami klasy Meliksona.
|
Nunez, Jovanović i Iliev nie są wybitnymi piłkarzami nawet jak poziom Ekstraklasy. Nie twierdzę, że są słabi, ale to nie są ludzie, którzy stanowią o sile Wisły. To raczej zapchajdziury.
Co do Pareiki mogę się zgodzić - rzeczywiście na naszym rynku bardzo trudno byłoby znaleźć bramkarza, który prezentowałby tak wysoki poziom, Głównie dlatego, że nasze kluby raczej wychowują sobie krajowych bramkarzy niż ich kupują.
Genkova i Bitona uważam za dobre inwestycje, ale nic ponad to. Ani nie grają na jakimś fantastycznym poziomie, ani nie byli jakoś szczególnie tani. Porównując ich np. z transferami Lewandowskiego i Sobiecha nie mogę zgodzić się, że takich pieniędzy nie można by było równie dobrze zainwestować w Polaka. 1,6 mln za Bitona to jakieś nieporozumienie.
Markus napisał(a):

|
Przywołać również mogę i innych obcokrajowców znacznie przewyższających na swoich pozycjach ewentualnych polskich kontrkandydatów, z innych klubów. Przykładowo Hernandeza, Stilica, Arboledę, Luboję, Radovica, Kuciaka, Djordjevica, Traore do wcześniejszych sezonów i innych klubów nie będę już sięgał. Mówimy o bardzo dużej grupie zawodników znacząco podnoszących poziom sportowy, przewyższających wyraźnie 99% polskich piłkarzy na swoich pozycjach. To wystarczy i obala Twoje słowa o „wyjątkach” i o tym, że pozyskanie „takiego gracza jest mało prawdopodobne”. Teraz już nie. Za Valcksa powoli staje się to normą.
|
Ja Ci mówię, że w Lotto trudno wygrać, a Ty mi odpowiadasz, że to nie prawda, bo takich, którzy wygrali, są tysiące.
Na ilu Golików i Handzików przypada jeden Stilić? Na ilu Bensonów i Buvalów trafia się jednego Traore? Na ilu Jovaniciów i Antoloviciów przypada jeden Kuciak? itd. itp.
W ostatnich latach nasze kluby stały się bogatsze i zwiększyło się zapotrzebowanie na graczy wartych po kilkaset tysięcy Euro. W tej chwili popyt na takich zawodników przekracza krajową podaż i kluby sprowadzają wielu obcokrajowców. To nie oznacza, że transfery Polaków są automatycznie obarczone większym ryzykiem ani że polscy piłkarze są przepłacani.
Czy w przypadku transferów obcokrajowców można mówić o znacznie lepszej proporcji graczy wzmacniających zespół do słabeuszy i zapchajdziur niż w przypadku Polaków? Moim zdaniem nie.
Gdy porównujesz Polaków i obcokrajowców grających na podobnym poziomie wychodzi Ci, że obcokrajowcy są wyraźnie tańsi w utrzymaniu? Mi nie.
Markus napisał(a):

|
Na większości da się zarobić duże pieniądze. Dzięki ich grze klub już zyskał w pucharach tylko w tym roku więcej, niż np.: sprzedając przed laty Błaszczykowskiego do Dortmundu. De facto też jedynie renomowany piłkarz zagraniczny może w naszych warunkach dać efekt marketingowy pozwalający ściągnąć znacznie więcej ludzi na stadion. To przekłada się na finanse. Łatwiej znaleźć też taniego i wzmacniającego zespół obcokrajowca, a później odsprzedać z zyskiem, niż wyszkolić sobie samemu wartościowego zawodnika.
|
Chodzi o tę listę zawodników: "Nunez, Jovanović, Iliev, Biton, Genkow, Pareiko"?
Nuneza i Bitona raczej nie wykupimy. Iliev i Pareiko są starzy. Jovanović jak dotąd nie zachwyca. Zostaje Genkov - to ta "większość", na której można zarobić duże pieniądze?
Co do efektu marketingowego też szczerze wątpię. Ani nam Jaliens, ani Legii Ljuboja nie zwiększają w pojedynkę frekwencji. W naszych warunkach efekt marketingowy może dać tylko sukces sportowy, bo nikogo naprawdę znanego i dobrego nie ściągniemy.
Markus napisał(a):

|
Być może. Ale to tylko 4 zawodników na kilka setek biegających po polskich boiskach. 4 na kilka lat. 4 na kilkadziesiąt grających regularnie Polakami klubów. Za mało. Za rzadko. Ze zbyt dużym kosztem sportowym. Nie da to drużyny, nie da to powtarzalnych wyników.
|
Wymieniłem te cztery przykłady, bo uznałem je za ewidentne, a nie dlatego, że to jedyne istniejące przypadki.
Jeszcze raz powtarzam, że zgodnie z moim punktem widzenia Polacy nie są lepsi i tańsi od obcokrajowców. Nie muszą stanowić większości w Wiśle, a najmocniejsze ogniwa Wisły nie muszą być polskie.
Markus napisał(a):

|
Rzeczywistość jest taka, że zagraniczni zawodnicy właśnie zapewnili Wiśle wyjście z grupy LE i zdobyli parę miesięcy temu MP. Takich zawodników jest wielu nie „na papierze”, ale na boisku dzięki Valcksowi. Rzeczywistość jest taka, że obecnie nie ma w naszej lidze zawodnika, którego Wisła mogłaby ściągnąć, a ów zapewniłby jakość gry porównywalną np.: do Bitona, Chaveza, Jovanovica, Nuneza, czy Meliksona lub Luboji, Stilica, Rudnieva i tak dalej.
|
Ci sami zagraniczny zawodnicy zapewnili nam 10 punktów straty do lidera i ciężką walkę o puchary. Już pomijam jaką rolę miał dziki fart w naszej tegorocznej europejskiej przygodzie.
Jeśli idzie o drugą część tej wypowiedzi to znowu mieszasz dostępność z jakością i ceną. To, że dziś nie wyciągniemy Żewłakowa z Legii nie znaczy, że pół roku temu sprowadzenie go byłoby złym pomysłem. To, że dziś nie podpiszemy kontraktu z Kaźmierczakiem nie oznacza, że gdyby trafił do nas zamiast do Śląska byłby słaby i przepłacony. Niewielu klasowych polskich piłkarzy jest dostępnych, bo popyt na nich jest większy niż podaż, ale to nie oznacza, że Ci, którzy są dostępni, automatycznie są złymi inwestycjami.
Markus napisał(a):

|
Właśnie jesteśmy świadkami wydarzenia, na które z utęsknieniem czekaliśmy wiele lat – Wisła zagra na wiosnę w pucharach. To wielki sukces zespołu „wymyślonego” przez Stana Valcksa i jego strategii budowy drużyny opartej o obcokrajowców. W zaledwie rok pracy w naszym klubie stworzył on ekipę, która wyrównała największe pucharowe osiągnięcie Wisły w całej dotychczasowej „erze Cupiała”, Inne strategie rozwoju klubu dały ten sukces raz na 15 lat. Długo musieliśmy czekać. Dlatego dla mnie to, co zrobił Valcks i za ile to zrobił, jest po prostu majstersztykiem. Ja jestem mu za to bardzo wdzięczny i dziękuję.
|
Gdyby nie gol Odense zdobyty w ostatniej sekundzie meczu bylibyśmy bliżej powtórzenia sezonu 06/07 niż sukcesu, na który czekaliśmy latami.
Edit: Jeszcze jedna rzecz mi się przypomniała. Nie wyrównaliśmy wyniku Wisły Kasperczaka. Wtedy terminarz był inny i pierwszy mecz wiosenny (Lazio) to była już 1/8 Pucharu UEFA, a teraz jesteśmy w 1/16 LE.
Markus napisał(a):

|
. Dlatego ja mam nadzieję, że umilkną teraz wszystkie głosy nawołujące znów do porzucenia w pół drogi obranej koncepcji rozwoju klubu, wywierające presję na Valcksa, by zmienił swoją strategię działania. Nie. Niech dalej robi swoje tak jak dotychczas, eliminując słabych polskich zawodników z kadry, kontraktując większość bardzo dobrych jak na polskie warunki obcokrajowców. Apeluję, by go wspierać, a nie mu przeszkadzać.
|
Ja mam nadzieję, że Valckx będzie obiektywny i będzie wymieniał najsłabsze ogniwa, a nie polskie ogniwa.