arti napisał(a):

Jeszcze do tych "niech się Cupiał określi..." - określa się przecież każdego dnia. Wisła ma zamykać budżet co roku na plus albo co najmniej na zero grając przy tym na poziomie MP lub bardzo blisko tego.
Extra pieniądze (choć niewiele) są możliwe w przypadku realnej perspektywy większych przychodów. I tak gdybyśmy weszli do LM zapewne byłoby jeszcze ze 2-3 graczy w tym ten Delev, a ze 2 z tych co są dostałoby kopa.
|
Dokładnie! Patrząc okiem finansisty moim zdaniem klub prowadzony jest po profesorsku! To jest naprawde dobrze prosperująca firma! Cupiał dopiero od kilku lat patrzy racjonalnie na to co się wokół dzieje. Nie sztuką jest szastać milionami i rozpieszczać grajków! Sztuką jest zbudować klub, który sam będzie się bilansował. Wisła nie przynosi strat i to jest teraz najważniejsze. Co więcej przy mniejszym budżecie niż Legia, Polonia, Lech wydaje na pensje dla swoich graczy znacznie mniejszą część swoich przychodów. Pozbyto się wreszcie kominów płacowych jak było w latach poprzednich.
arti napisał(a):

|
Pytanie jak tu znacząco zwiększyć budżet na 2012 (bez sprzedawania najlepszych graczy) żeby dzięki temu mieć lepszych graczy = większe szanse na kolejny progres = MP + LM lub zauważalnie lepsza gra w LE niż w tym sezonie.
|
Z drugiej strony dlaczego to Cupiał ma szastać pieniędzmi na transfery? Może już ma dość rozpierd... mamony na lewo i prawo? Wisła jest futbolową firmą, niech więc sama zarobi na swoje wzmocnienia! Jak znacząco zwiększyć budżet? Trzeba zapełnić stadion bez względu z kim i o co się gra, a to bez "pikników" się nie uda! Za to już odpowiedzialni są marketingowcy i powinni stawać na głowie by tak było! U nas niestety to nie przejdzie, bo łebski Małecki, Bóg trybun dobitnie dał znak, że stadion Wisły nie jest miejscem dla takich co gwiżdżą gdy piłkarzom nie idzie, którzy przychodzą na mecz zjeść kiełbaskę. Niestety niektórzy nie pojmują, że dla klubu taki piknik jest ważniejszy niż fanatyk siedzący za bramką choćby z tego względu, że kupuje droższy bilet!
Jest takie miasto w Niemczech... Dortmund. Kilka razy udało mi się je odwiedzić. Jest tam taki klub... Borussia. Kilka lat temu rokrocznie meldowali się w dolnej połówce na koniec sezonu, ale mimo to na każdym meczu zjawiał się komplet ponad 60.000 widzów! Nikt nie patrzył na to czy BVB gra z Schalke, Bayernem, czy z Allemanią, Unterchachingiem i innymi wynalazkami! U nas wystarczy mecz z Bytomiem, Lubinem i już frekwencja leci na pysk! Dlatego nie ważne jak grają i z kim grają na mecze chodzić trzeba!