wolfy napisał(a):

Jasne. Wcześniej te testy to najczęściej był wyraz kompletnej rozpaczy w klubie. Przyjeżdżały takie ułomy, że po samym CV można ich było odesłać do domu (jak ktoś sobie nie radzi w drugiej lidze chińskiej...).
Teraz jak już ktoś przyjeżdża, to na testy medyczne i żeby podpisać kontrakt. Poza tym umówmy się, że całe te "testy" to była jakaś kpina - co można powiedzieć o piłkarzu po kilku treningach i sparingach? Tym bardziej, ze trafiają do nas często zawodnicy po przejściach.
Wydaje mi się zresztą, że pozostałe polskie kluby również z tego typu praktyk rezygnują. Lepiej podpisać kontrakt z opcją przedłużenia jeżeli ma się wątpliwości, a jeżeli piłkarz wygląda na kompletną ofiarę to szkoda w ogóle czasu i pieniędzy. IMHO lepiej, że Maaskant dał pograć chłopakom z ME, niż gdyby miał w sparingu wybiec jakiś kolejny Alemao.
|
Ale nie popadajmy ze skrajności w skrajność. Testy to też nie jest zła rzecz, szczególnie jeśli idzie o młodych zawodników, z tymże takie testy powinny potrwać przynajmniej dwa tygodnie. No ale takie testy też trzeba porobić profesjonalnie, a nie na zasadzie niech pokopie, a potem się go odeśle. Nwaogu, który właśnie poszedł do Energie Cottbus, wcześniej był na testach w Wiśle i ponoć Dan go nawet chciał. Błaszczykowski był testowany w iluś klubach ekstraklasy zanim Licka się na nim poznał. Dżalamidze wiosną błyszczał w Widzewie, ale zanim go zatrudniono, chłopak był testowany przez dwa obozy. Można z testów wyciągnąć coś pozytywnego, byleby nie testować jakichś odpadów i byleby te testy były prowadzone z głową.