RAF napisał(a):

|
Ale jezeli podpisujesz kontrakt to tam napewno musi byc cos odnosnie jakosci czy standardow uzywanych materialow. Nie jest tak ze wykladasz co chcesz. Przyklad z samochodem jest o tyle nietrafiony ze rzad nie wyklada swoich pieniedzy, tylko srodki publiczne. A te podlegaja kontroli. Czy gdyby wybral drozsze oferty nie mialby kontroli z NIK-u? oskarzen o niegospodarnosc? Przeciez to nie jest tak ze wygrala firma ktora zarejestrowana dwa dni wczesniej na Bora Bora, tylko podmiot ktory wykonywal wczesniej podobne profekty. Nie zebym bronil PO, to tylko takie moje luzne przemyslenia.
|
Nie jesteśmy z tej samej bajki, ale przyznam Ci rację - polskie prawo zamówień publicznych oraz stosowanie tych przepisów przez naszych kochanych urzędników uznaje, że najważniejszym składnikiem Specyfikacji Indywidualnych Warunków Zamówienia.
Pomijam tutaj pewnie równie ważną kwestię, że najczęściej w komisjach przetargowych są krewni i znajomi królika nie mający pojęcia o tym co robią, z ewentualnie jakimś listkiem figowym pt. "profesjonalista", ale aby nie podpaść pod niegospodarność mieniem publicznym w praktyce głównym czynnikiem decydującym o wygraniu przetargu jest CENA.
Tak było, jest i będzie - niezależnie czy rozstrzygałby o tym Tusk, Kaczyński czy Napieralski.
Wynika to z przekonania, że przetargi są ustawiane - ale przecież dobrze "ustawiony przetarg" wystarczy zaprogramować na etapie SIWZ i w ten sposób ustawia sie przetargi.
Dopóki nie naspi zmiana w prawie - przede wszystkim w komisjach przetargowych powinni znaleźć się kompetentni ludzie oraz przyjąć, że cena jest jednym z istotnych warunków, ale nie rozstrzygającym w 1 czy 2 rozdaniu, wówczas nie byłoby takich problemów jak opisał to Drozd.
Jeżeli kosztorys opiewa na 1 mln zł, a pojawiają się 3 oferty: 500 tys, 750 tys i 800 tys zł to niekoniecznie ta najtańsza musi być najkorzystniejsza.