flamengista napisał(a):

|
Dla mnie sprawa jest jasna. Wynika to nie z naszej siły - jak gramy, każdy widzi. Mankamenty są w niemal każdej formacji, styl daleki od optymalnego. Nasze sukcesy są efektem tragicznej gry naszych rywali.
|
Kwestia punktu widzenia.
Mój punkt widzenia jest taki, że Wisła wygrywa dzięki
indywidualnościom - raz błyśnie Kirm, raz błyśnie Małecki, a innym razem Melikson, a miejsce na boisku robi im Genkow, rozbijając defensywę rywali. Jako drużyna rzeczywiście nie klepie rywali aż miło (bo i też rywale ze środka i dołu tabeli, powiedzmy sobie szczerze, w większości zrobili ogromny postęp w ostatnich latach), ale właśnie
indywidualnościami Wisła robi w tej lidze różnicę.
W defensywie są tutaj zawodnicy, o których sprowadzeniu 5 czy 6 lat temu Wisła mogła tylko pomażyć, czyli gość z ponad 350 spotkaniami w lidze holenderskiej, który 4 lata temu był w kadrze holendrów na MŚ, lub gość, który ma całą masę spotkań w silnej lidze rosyjskiej, w naprawdę przyzwoitej drużynie. I tak dziś to właśnie "indywidualność-Pareiko" zadecydowała tym razem, że Wisła pokonała rywala.
Druga kwestia to to, że Wisła gra równo. Poziom nie jest super wysoki, owszem, ale Wisła błędy rywali wykorzystuje bezlitośnie, a sama prezentuje podobny poziom gry w każdym kolejnym , podczas gdy rywale mają kryzys - Jaga po dobrej jesieni ma słabą wiosnę, Lech stracił olbrzymią liczbę punktów w lidze przez dawkę 14 dodatkowych spotkań w pucharach i dopiero wiosną mozolnie odrabiają te duże straty, a Legia...Legia jak to Legia w ostatnich latach. Do przodu idzie Śląsk, którego lekceważyć nie wolno - od września nie przegrali, a teraz grają TRZY mecze pod rząd u siebie, kończąc tą serię z...Wisłą.
Chociaż po dzisiejszym meczu można być rzeczywiście bliżej Twoich wniosków, niż moich - w końcu wygrana po dwóch wielbłądach rywali.