Wyświetl pojedynczy post
wislak68
Senior Member
 
Od: 11.2007

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#11131
Stary 21.12.2010, 01:16
Siwy_89 napisał(a):Wyświetl post

Jeśli chodzi o wzrost deficytu to polecam:

Gwałtownie zwiększając wydatki, rząd Jarosława Kaczyńskiego jednocześnie głęboko obniżał dochody budżetu i to w taki sposób, że koszt tych zmian spadł prawie wyłącznie na następców. Zmniejszono składkę rentową, wprowadzono ulgę w PIT na wychowywanie dzieci oraz wprowadzono dwie stawki PIT-u w miejsce trzech. Jedynie redukcja składki rentowej zaczęła obowiązywać (i to tylko w części), kiedy rządził Jarosław Kaczyński (od 1 lipca 2007 r. wprowadzono pierwszą część obniżki; koszt tej zmiany poniesiony w 2007 roku wyniósł nieco ponad 5 mld – ponad 4 razy mniej niż budżet płaci za niższą składkę teraz). Problem, co zrobić z powstałą na skutek tych wszystkich zmian wyrwą w dochodach budżetu, pozostawiono następcom, a wyrwa ta jest niebagatelna. Koszt w przyszłym roku dla budżetu obniżenia składki rentowej można szacować na około 24 mld, ulgi prorodzinnej – na ponad 3 mld, a nowej skali podatkowej – na 4-5 mld. W sumie, z budżetu, na który nałożono dodatkowe wydatki, ubyło ponad 31 mld dochodów. Kiedy zamiast redukować wydatki, się je zwiększa, obniżka składek i podatków nie może być trwała.

Również na obecnym rządzie ciąży zwiększanie wydatków. Np. rokrocznie przyznawał kosztowne dla budżetu podwyżki nauczycielom (kolejną mają otrzymać w przyszłym roku), wydłużył urlopy macierzyńskie, upowszechnił dopłaty do kredytów na zakup pierwszego mieszkania, zgodził się przyjąć ciężar wypłaty części postojowego i spłaty kredytów mieszkaniowych za osoby, które straciły pracę. Jednak część z nowych wydatków ma wygasnąć, zgodnie z przyjętymi ustawami, wraz z końcem kryzysu. Ponadto, w przeciwieństwie do poprzedniego rządu, obecny ma też zasługi w ograniczaniu wydatków. Np. w budżecie na 2009 rok zmniejszył wydatki inne niż najważniejsze kategorie wydatków sztywnych o 5 mld (w przeszłości, w tym także po pojawieniu się tzw. dziury Bauca, te wydatki zawsze były zwiększane); wprowadził emerytury pomostowe, które zawęziły możliwości przedwczesnego odchodzenia z rynku pracy (poprzednicy, pod naciskiem związków zawodowych, systematycznie wydłużali okres obowiązywania poprzednich, kosztownych dla finansów państwa, przepisów); podjął się dokończenia reformy rentowej (tutaj również poprzednicy wykazywali się pełną uległością wobec grup nacisków).

Wszystkie zmiany, które rujnowały budżet i trafiły do podpisu Lecha Kaczyńskiego, były przez niego podpisywane. Natomiast ustawy, racjonalizujące wydatki publiczne, prezydent konsekwentnie wetował – np. reformę rentową, czy wprowadzenie emerytur pomostowych.
Co prawda postanowiliśmy wspólnie z kolegą Siwym że nie będziemy was więcej katować na forum naszymi polemikami ale pomimo tej deklaracji chciałbym sie jednak odnieść do powyższego fragmentu. Mam nadzieje że w ten sposób obale pewien mit który jak zauważyłem funkcjonuje na tym forum juz od jakiegoś czasu. Chodzi mianowicie o rzekome pozbawienie przez PiS budżetu 31 mld PLN. Od razu zaznaczę że zgadzam się z argumentacją kolegi CPC z tym że chciałbym ją trochę usystematyzować i (mam nadzieję) rozszerzyć.
Jednocześnie byłbym wdzięczny koledze Siwemu gdyby był uprzejmy dać link do całego artykułu (o ile zrozumiałem jest on z Rz) gdyż mam wrażenie że zamieścił on tylko jego fragment zniekształcają sens całego tekstu. (edycja: no i się wyjaśniło. Kolega Siwy dał mi link i okazało się że nie jest to artykuł Rzepy jako taki ale tekst autorski napisany przez pana A. Rzońcę w imieniu Forum Inicjatyw Obywatelskich. Założycielem Forum jest Leszek Balcerowicz. Tekst powstał ponad rok temu i jest w moim odczuciu zwykłą agitką antyPiSowską).
I tak:

1. Na początku trzeba uświadomić sobie jedną rzecz: obniżenie dochodów budżetu poprzez redukcję podatków jak zrobił to rząd PiS nie oznacza tego to że te pieniądze zostały stracone (ktoś kto nie rozumie języka finansów mogłby odnieść takie mylne wrażenie). Oznacza że rząd postanowił że zamiast sćiągać je od podatników w postaci podatków zostawi je w ich porfelach. Innymi słowy rząd mówi: uważamy że wy podatnicy lepiej niż rząd wiecie jak dobrze wydać te pieniądze. I w rzeczy samej ludzie mając więcej pieniędzy (z zaoszczędzonych podatków) kupują więcej towarów co z kolei skłania firmy do tego żeby więcej inwestować co w sumie powoduje że państwo jest w stanie ściągnąć więcej podatków od firm (bo mają większe zyski) i od obrotu (bo jest większy). W makroekonomi nazywa się to mechnizmem mnożnikowym.
2. Trzeba pamiętać że redukcje podatków były realizowane w sytuacji zmniejszającego sie deficytu. Za rządów PiS został on znacząco zredukowany i pod ich koniec wynosił tylko nieco ponad 20 mld PLN. W tej sytuacji u rządzących powinno rodzić się logiczne pytanie: co zrobić z wpływającymi do budżetu pieniędzmi jeśli zakładamy że wydatki budżetu moga się okazać niższe niż wpływy? Czy chcemy je wykorzystać na nowe wydatki budżetowe (cokolwiek by one obejmowały) czy może raczej dojdziemy do wniosku że należy je zwrócić podatnikom bo to oni lepiej niż rząd będą wiedzieli jak je najlepiej wydać?
3. Postawione powyżej pytanie wbrew pozorom dotyka absolutnych fundamentów. Wszelkiej maści socjały (SLD było przeciw tym cięciom argumentując że pieniądze powinny pozostać w budżecie) będą z założenia przeciwni oddaniu tych pieniędzy ludziom z tej prostej przyczyny że uważają iż to Państwo potrafi lepiej wydać te pieniądze. Konserwatysta powie inaczej: po pierwsze pieniądze trzeba oddać ludziom dlatego że to są po prostu ich pieniądze a po drugie dlatego że potrafią je wydać znacznie bardziej efektywnie niż rząd. W ekonomi istniej cała szkoła (określana różnie: neokonserwatywna, monetarystyczna) z takimi nazwiskami jak von Misses, Hayek czy Friedman która skutecznie dowiodła ze to drugie podejście jest znacznie lepsze dla gospodarki i dla społeczeństwa. Podobne działania rządu (redukcja podatków w przypadku powstania nadwyżki budżetowej) kilkakrotnie były już w praktyce przeprowadzane w USA czy UK i generalnie są oceniane jako właściwe.
4. Redukcja podatków przy spadającym deficycie budżetowym przeprowadzona przez PiS była pierwszą taką operacją robioną w Polsce. Uważam że ze wszech miar słusznie. I to tak pod względem zasad (oddanie ludziom ich pieniedzy) jak i korzyści ekonomiicznych (o czym poniżej).
5. Można przyjąć za pewnik że bez impulsu danemu gospodarce dzięki redukcji podatków (31 mld PLN rocznie) rząd Tuska nie mógł by się chwalić "zieloną wyspą". Innymi słowy o dodatnim wzroście moglibyśmy zapomnieć (co jeszcze niedawno przyznawał sam Vincent). Co by to oznaczało: mniejsze wydatki konsumentów (bo mieliby mniej pieniędzy zabranych przez wyższe podatki), mniejsze przychodzy firm, większe redukcje zatrudnienia w czasach kryzysu a zatem: mniejsze podatki wpływające do budżetu (bo mniejsze są zyski firm, mniejszy obrót i VAT, mniejsze dywidendy od firm państwowych) i większe wydatki (np: na wiekszą ilość wypłacanych zasiłków dla bezrobotnych). Innymi słowy mogło by sie okazać (choć zaznaczam że trudno jest to policzyć) że deficyt budżetowy jest większy niż ten który mamy obecnie zaś z całą pewnościa koszty społeczne (wyższe bezrobocie, ujemny wzrost) byłyby znacznie wyższe niż obecne.
6. I na koniec krótka uwaga dotycząca redukcji wydatków budżetowych w czasach spowolnienia. Z całą pewnością wiemy że PO sobie z nimi nie poradziło (argument o obstrukcji śp prezydenta jest dla mnie demagogiczny: vet do ustaw proponowanych przez PO było dosłownie kilkanaście a jak się okazało pomimo tego że od 9 miesięcy BK pełni funkcję prezydenta nadal nie ma ze strony rządu działań obniżających wydatki budżetowe). Nie wiemy natomiast jak poradził by sobie z nimi PiS (w momencie gdy przestali rządzić recesji jeszcze nie było). Moim prywatnym zdaniem znacznie lepiej ale to jest już oczywiście temat na zupełnie inną dyskusję.
Ostatnio edytowane przez wislak68 : 21.12.2010 o godz. 03:31.