Siwy_89 napisał(a):

Jeśli dobrze pamiętam, to kilka miliardów.
Jeśli chodzi o wzrost deficytu to polecam:
Gwałtownie zwiększając wydatki, rząd Jarosława Kaczyńskiego jednocześnie głęboko obniżał dochody budżetu i to w taki sposób, że koszt tych zmian spadł prawie wyłącznie na następców. Zmniejszono składkę rentową, wprowadzono ulgę w PIT na wychowywanie dzieci oraz wprowadzono dwie stawki PIT-u w miejsce trzech. Jedynie redukcja składki rentowej zaczęła obowiązywać (i to tylko w części), kiedy rządził Jarosław Kaczyński (od 1 lipca 2007 r. wprowadzono pierwszą część obniżki; koszt tej zmiany poniesiony w 2007 roku wyniósł nieco ponad 5 mld – ponad 4 razy mniej niż budżet płaci za niższą składkę teraz). Problem, co zrobić z powstałą na skutek tych wszystkich zmian wyrwą w dochodach budżetu, pozostawiono następcom, a wyrwa ta jest niebagatelna. Koszt w przyszłym roku dla budżetu obniżenia składki rentowej można szacować na około 24 mld, ulgi prorodzinnej – na ponad 3 mld, a nowej skali podatkowej – na 4-5 mld. W sumie, z budżetu, na który nałożono dodatkowe wydatki, ubyło ponad 31 mld dochodów. Kiedy zamiast redukować wydatki, się je zwiększa, obniżka składek i podatków nie może być trwała.
|
Chcę Ci tylko przypomnieć, że dzięki pozostawieniu tych miliardów w kieszeni podatnika premier Tusk mógł się chwalić osławioną już zieloną wyspą. Ja się cieszę, że dzięki obniżkom podatków(za którymi głosowała również PO) mam więcej pieniędzy dla siebie i mogę je wydać tak jak ja chcę, ponieważ najlepiej znam swoje potrzeby(polecam 4 sposoby wydawania pieniędzy wg Miltona Friedmana

)
Problemem polskiego budżetu nie są niskie podatki, co więcej - podatki w Polsce są dość wysokie i jest tak mniej więcej już od 20 lat a mimo to mamy dług publiczny na poziomie ponad 700 mld PLN, co dowodzi, że wina nie leży po stronie niskim danin na rzecz państwa, ponieważ takich w Polsce już dawno nie było

.
Prawda jest taka, że zabawa w państwo opiekuńcze niestety czasem kończy się krachem finansów publicznych. Życie.
W PO jest sporo ludzi, którzy to rozumieją, szefem klubu jest obecnie były UPRowiec, który nie zmienił przecież swoich ekonomicznych zapatrywań. PO jednak z jakiś powodów nie chcę się wziąć za porządne reformowanie mimo tego, że nic ich nie blokuje - mają nadal wysokie poparcie i własnego prezydenta.
Obecnie można odnieść wrażenie, że jedynym sposobem PO na walkę z długami państwa jest podnoszenie podatków, ale przecież nie można ich podnosić w nieskończoność, ponad to jest to rozwiązanie na krótką metę o czym mówi wielu ekonomistów.
i przy okazji:
Cytat:
Pod koniec 2001 r. rząd Leszka Millera, z inicjatywy ówczesnego wicepremiera i ministra finansów Marka Belki wprowadził opodatkowanie stawką 19 % m.in. dochodów uzyskiwanych przez osoby fizyczne z lokat bankowych. Opodatkowaniu nie podlega wartość zainwestowanych środków na lokacie bankowej, czy rachunku oszczędnościowym, ale odsetki od tych środków, czyli sam zysk. Wprowadzenie nowego podatku tłumaczono koniecznością zwiększenia wpływów do budżetu państwa. Z samego opodatkowania kont osobistych do kasy państwowej co roku wpływają znaczące sumy: w 2007 r. wynosiły one 1,933 mln zł, w 2008 r. – 2,014 mln zł, a w 2009 r. – 2,366 mln zł.
Należy zauważyć, że nie są znane żadne wyliczenia, o ile mniej środków wpłynęło do budżetu państwa po wprowadzeniu tego podatku z tytułu zmniejszenia podatków bankowych, a także w jakim stopniu obywatele zniechęcili się do oszczędzania na lokatach bankowych. Należy bowiem zauważyć, że wiele lokat bankowych i kont oszczędnościowych jest oprocentowanych na poziomie inflacji. Po odjęciu podatku od odsetek zysk z tej inwestycji jest poniżej inflacji, co zniechęca do oszczędzania zarówno zwyczajnych, jak o zamożnych obywateli. Niektórzy spośród tych ostatnich po wprowadzeniu tzw. podatku Belki przenieśli swoje konta osobiste do innych krajów, gdzie nie ma podobnego podatku.
|
http://arturgorski.salon24.pl/
btw, A. Górski to również były UPRowiec
