nero napisał(a):

|
Dzieje się tak, bo przepisy na to pozwalają, że klub może być hobby i spełnianiem marzeń, a na firmą, która ma na siebie zarobić i to co zarobi może wydać.
|
Sprawa jest bardziej skomplikowana. Żeby to wyjaśnić, trzeba się cofnąć do historii - jak powstawały kluby. A powstawały nie jako firmy, tylko jako stowarzyszenia. Zbierali się ludzie, zbierali składki i dawali od siebie wkład "fizyczny" nie po to, żeby wypracować zysk, ale żeby osiągnąć sukces sportowy.
Kasa była środkiem, wynik sportowy celem. W firmie jest inaczej, celem jest zarabianie kasy, działalność podstawowa (produkcja/handel/usługi) tylko środkiem do osiągnięcia tego celu.
Kiedy sport się "profesjonalizował", tzn. im więcej ludzie zaczęli dostawać kasy za granie, ktoś uznał, że trzeba to wtłoczyć w formę spółek handlowych. Problem polega na tym, że wcale w ten sposób nie zmienił istoty rywalizacji klubów sportowych. One dalej grają po to, aby osiągnąć jak najlepszy wynik sportowy, a nie finansowy. W lidze nie zajmuje się pierwszego miejsca według zysku netto.
Jeśli popatrzycie na to, jak funkcjonują kluby, które odnoszą największe sukcesy, to one cały czas lecą starym modelem - ktoś nieustannie dokłada do interesu po to, żeby coś wygrać, a nawet jeśli nie są na stratach, to celują bardziej w 0+. Coś nie do pomyślenia w normalnej firmie. Nikt nie inwestuje pieniędzy w jakąś firmę tylko po to, żeby się cieszyć, że Tauron ma sprawniejszą elektrownię niż Enea.
Właściwie tylko w systemie amerykańskim profesjonalne kluby faktycznie są bardziej firmami. Ale dostosowano do tego system rozgrywek. Wyeliminowano spadki, które są kluczowe dla możliwości planowania finansowego działalności "jak firma". W systemie kontynentalnym tego nie ma.