dziki napisał(a):

Ale zdajesz sobie sprawę, że to jest dokładnie ta polityka? Jażdzyński chadzał na Wisłę już jako dzieciak, udzielał.się tu na forum, od zawsze był Wiślakiem. Jarek może i nie Wiślak, ale sympatyzował z klubem. Kuba wiadomo, Dawid wiadomo. Balaziński też kibic.
'Klub rodzinny' nie oznacza zatrudnienia na siłę byłego piłkarza, ale ekipę powiązaną emocjonalnie z klubem/organizacją. To naprawdę nie jest koncept z kosmosu i sprawdza się w wielu modelach biznesowych na świecie.
|
Leśnodorski też był kibicem Legii, a Świerczewski Rakowa. To oczywiste, że w zdecydowanej większości w klubach pracują osoby, które mu kibicowały lub kibicują... Idąc tym kryterium "klubem rodzinnym" jest pewnie z 99% klubów piłkarskich na świecie.
Ja "klub rodzinny" widzę tak jak Lech Poznań, gdzie właścicielem był do niedawna Jacek Rutkowski, dyrektorem sportowym syn, a trenerów szuka się w pierwszej kolejności wewnątrz klubu, tak było z Rumakiem, Djurdjevicem i Żurawiem (wszyscy bez doświadczenia i wyników, ale znani zarządowi). Albo jak wspomnianą wyżej Barcelonę, gdzie szefem akademii jest/był Bakero (bez kompetencji, były piłkarz Barcy), pomaga mu przy tym Guillermo Amor (bez kompetencji, były piłkarz Barcy), dyrektorem sportowym Eric Abidal (bez kompetencji, były piłkarz Barcy) a i trenerów biorą głównie wśród swoich (dużo, by wymieniać).