|
Jak można mówić, że nie gramy o nic, w sytuacji, gdy gramy kluczowy mecz o awans do pierwszej ósemki to ja nie wiem...
...bez urazy, na Wiśle pierwszy raz byłem w latach 80-tych, chodziłem na (ówczesną) drugą ligę, mile wspominam czasy Cupiała, ale chyba pora wreszcie się obudzić i zauważyć, że nie mamy teraz podstaw do oczekiwania od klubu realnej walki o najwyższe cele. Nie zawsze będziemy potentatem i akurat teraz nim nie jesteśmy. To, że nazywamy się Wisła Kraków, że piłkarze będą grali lepiej niż potrafią, tylko dlatego, że kibice pamiętają, że kiedyś tutaj grali Szymkowiak, Żurawski, Kosowski, Frankowski i Uche. Nie przy rewolucjach w składzie co chwilę, zmianach filozofii gry i taktyki o 180 stopni przy każdym trenerze (zmieniającym się co chwilę), zaległościach finansowych, problemach z płynnością, ściąganiu piłkarzy wyłącznie z piłkarskich "outletów" itd.
Ja rozumiem, że od piłkarzy należy oczekiwać, że będą grali na maksa. Że ten maks to jest TEORETYCZNIE mistrzostwo Polski lub puchary. Teoretycznie. Praktycznie ten maks jest gdzieś w okolicach 6 miejsca, wszystko powyżej będzie ponad stan i będzie splotem szczęśliwych okoliczności. Naprawdę, inne drużyny też chcą wygrywać, serio! Nawet jeśli grają z Wisłą Kraków, bo magia nazwy już od kilku lat nie działa na przeciwników.
Roszczeniowe sieroty po Cupiale.
|