|
Ocena Kiko jest tak skomplikowana, że tak naprawdę zależy od punktu widzenia. Patrząc optymistycznie - widać poprawę od trzech spotkań. Tworzymy sobie sytuacje, są zalążki czegoś, co można nazwać 'schematami' i ogólnie raz na jakiś czas coś się dzieje na boisku. MOŻE dobrze zwiastuje to na najbliższą przyszłość. Ja natomiast zaliczam się niestety do tej drugiej kategorii - Ramirez wydaje się facetem, który absolutnie nie wyciąga wniosków i nie uczy się na swoich własnych błędach. To, co nie działało w większości spotkań, w których dostawaliśmy w dupę, nie działa dalej. Wszyscy wiedzą, jak zagramy. Zero zaskoczenia, a Kiko nic sobie z tego nie robi i nawet nie wydaje się próbować.
Stuknął dzisiaj trzydziesty mecz, od kiedy Ramirez siedzi na trenerskiej ławce Wisły. TRZYDZIESTY. Czy ktoś naprawdę z ręką na sercu może powiedzieć, że ta drużyna zrobiła jakikolwiek progres?
Zaraz ktoś tu pewnie wyjedzie ze standardowym "Bo mu Brleka sprzedali i musi zgrywać od nowa drużynę". Otóż prawda jest taka, że nie ma ku*wa najmniejszej różnicy, czy masz zawodnika w klubie od 10 lat, czy od dwóch tygodni, żeby w trakcie meczu korygować jego pozycję i podpowiadać mu jak się ustawiać. Od tego jest trener na ławce. Ale nie, on czeka jakby za moment miał w każdej chwili wypalić jego genialny plan, a tymczasem dzieją się takie jaja, jak dzisiaj. 60 minut zajęło mu zrozumienie, że 7egia wygrywa wszystko w środku pola. Jakby NAPRAWDĘ nie można było tego przewidzieć przed meczem. A jak nie można było, to przynajmniej powinna pójść szybka informacja z ławki, że zawodnicy stoją tak daleko od siebie, że zamiast podawać, to mogą do siebie ku*wa równie dobrze dzwonić i opowiadać co słychać na drugim końcu boiska. Z Brlekiem, czy bez, trener MUSI takie rzeczy widzieć.
Dobra wiadomość jest taka, że trzy punkty w następnych dwóch spotkaniach mogą na półmetku dawać nam górną ósemkę. I to chyba naprawdę tyle, ile możemy z Kiko ugrać.
|