A ta seria wtop na wyjazdach, gdy piłkarze Wisły nie potrafili wyjść poza swoją połowę i do ostatnich minut meczu rozpaczliwie bronili wyniku? Na jesieni mieliśmy jeszcze jako takiego farta i kilka przebłysków. Wiosna jak, to zwykle u Smudy bywa wszystko brutalnie zweryfikowała. Kto gloryfikował Frania? Ta sama grupka, co zawsze, która po jednym celnym zagraniu danego zawodnika wpada w euforię, a gdy drużynie nie idzie wylewa wiadro najgorszych pomyj. Zresztą:
„Vox populi non est vox Dei”. Kazik nie ogarnie w tak krótkim czasie tego bajzlu, jaki zostawił po sobie Smuda. Te kilka niezłych spotkań w naszym wykonaniu już za kadencji trenera Moskala, co niektórym przysłoniło zdrowy rozsądek. Sytuacja podobna jak w ubiegłym sezonie. Ekstaza po rozbiciu w pył Pogoni i niemal natychmiast „wielka smuta” po batach jakie otrzymaliśmy w Warszawie.