To był naprawdę przyjemny wieczór.
Na młyn wjeżdża "oprava", wiele osób jest skonsternowanych, że płachta na odwrót. Dopiero śpiew płynący z młyna, a wkrótce ogarniający większość stadionu, przyniósł ulgę. Wspominam o tym, bo sytuacja niecodzienna.
Jeśli chodzi o mecz - dawno nie widziałem takiej gry przy R22 (na Lechu niestety nie byłem). Piast to nie jest słaba drużyna - a wręcz silna (dosłownie). Nasi piłkarze nie mieli lekkiej przeprawy z mocnymi fizycznie zawodnikami z Gliwic, ale na początku dopisały szczęście i Miśkiewicz. Od nas trochę słabiej Chrapek i Małecki (chociaż dla tego pierwszego był to naprawdę trudny mecz). Boguski - zagrał lepiej niż w poprzednich spotkaniach, a i tak będzie największym przegranym, bo "nie strzelił z linii bramkowej". W takiej sytuacji, w jakiej znalazł się Rafał, nie było to wcale takie proste. Szkoda tylko, że hasło będzie teraz bezmyślnie powtarzane.
Z Piasta mogli podobać się Podgórski i Jurado. Warto także zwrócić uwagę na wykonywane przez nich stałe fragmenty.
No i na koniec trzeba wspomnieć o Guerrierze. Ładnie się nam przedstawił i rozbudził apetyty. Że całowanie na wyrost - może trochę. Ale nie sposób nie zaznaczyć, że dla niego gra tutaj (i w Wiśle, i w Europie) jest olbrzymim sukcesem i spełnieniem marzeń. Można rzucić okiem na jego profile społecznościowe (prywatny i oficjalny[?]), zamieszczane tam zdjęcia i teksty odbieram bardziej jako przejaw dziecięcej wręcz radości niż jakiegoś przechwalania się. Oby tylko szedł właściwą drogą, a będzie z nim dobrze.