BBudowniczy napisał(a):

Z ostatniego "Uwarzam Rze" :
"Według oficjalnej wersji 855 metrów przed progiem pasa samolot lewym skrzydłem zahaczył o brzozę na wysokości 6,2 m nad ziemią. W wyniku zderzenia stracił część skrzydła, która spadła 111 m dalej, zaczął przechylać się na lewą stronę, obrócił się i spadł, rozbijając się na tysiące kawałków. Wyniki badań przedstawione przez prof. Biniendę dowodzą, że taki przebieg wydarzeń nie był możliwy.Na podstawie żmudnych badań prowadzonych za pomocą programów komputerowych wykorzystywanych w takich przypadkach przez NASA podważa on przede wszystkim mozliwość oderwania się kawalka skrzydła w wyniku kontaktu z drzewem o średnicy ok. 45 cm. Jego wyliczenia pokazują, że w tej sytuacji brzoza zostałaby lekko przecięta, a skrzydło lekko uszkodzone na krawędzi, bez powaznego naruszenia całej konstrukcji. Dowodzi również że skrzydło - zakładając jego oderwanie się - spadłoby kilkanaście (a nie 111 m) za drzewem. W dodatku nie byłoby szans na jego przemieszczenie się na prawą stronę od osi samolotu."
prof. Wiesław Binienda, dziekan Wydziału Inżynierii Uniwersytetu Akron w Ohio, współpracujący z NASA (m.in. przy badaniu katastrofy promu „Columbia”) specjalista w zakresie wytrzymałości materiałów kompozytowych używanych w lotnictwie.
|
Szkoda że pan co niby pracował przy katastrofie promu Columbia nie wierzy że brzoza potrafiła doprowadzić do oderwania się skrzydła w następstwie uderzenia, skoro dziurę w skrzydle Columbii zrobił kawałek lekkiej pianki oderwany od rakiety nośnej
http://www.youtube.com/watch?v=suniiico7z4