The White Star Division - Wisła Kraków


Wstecz   Forum Kibiców Wisły Kraków > Inne > Hyde Park (moderowane)
Nazwa użytkownika
Hasło


Hyde Park (moderowane) Pokój również moderowany, jednak tu nie trzeba mówić o piłce nożnej i kibicowaniu. Chcecie pogadać o czymś "niepiłkarskim" - wejdźcie tutaj.

Odpowiedź
 
Narzędzia tematu Tryby wyświetlania
LoRd
Senior Member
 
Od: 04.2004
Skąd: Kraków - Oświecenia ...

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#1
Stary 12.12.2011, 12:58
http://www.omp.org.pl/blog/?p=812

http://wpolityce.pl/artykuly/19658-o...anii-ani-wojny
-> Prawda jest jak du*a, każdy ma swoją ...
Odpowiedz cytując
Drozd
Senior Member
 
Od: 03.2005
Skąd: North-east KR

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#2
Stary 13.12.2011, 11:14
Słuchałeś kiedyś "radyjka" czy masz o nim wiedzę z "ciekawego dokumentu". Co z tego że będziesz na Wolnicy jak z tego co piszesz wynika że masz sieczkę w głowie. Co będziesz tam robił? Dziękował za niedopuszczenie do zajęcia naszego kraju?

Jasne ze nie jest to temat do polemiki, pod warunkiem ze nikt nie przedstawia absurdalnych teorii.

Stan wojenny to 8 lat czasu na przygotowanie okrągłego stołu i selekcję odpowiednich przedstawicieli narodu do pertraktacji z władzą. Nic więcej. Dlatego jego ocena powinna być jednoznaczna.

ps. O katastrofie lepiej nie wspominaj bo całkiem sie obnażysz. A strony od stuleci są dwie. Patriotów i kolaborantów tych którzy sami chcą o sobie decydować i tych którzy decyzję oddają innym. Tych którzy suwerenność mają za bezcenną wartość i tych dla których to tylko niepotrzebna odpowiedzialność. Postawa pośrednia nie istnieje. I Ci którzy twierdzą ze są pośrodku sami siebie oszukują
Ostatnio edytowane przez Drozd : 13.12.2011 o godz. 11:31.
Hej Nasz TS !!
Odpowiedz cytując
michael
Senior Member
 
 
Od: 04.2011
Skąd: Kraków/Śródmieście

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#3
Stary 13.12.2011, 11:35
Szkoda, że nie pojawiły się żadne transparenty na meczu z Polonią nawołujące do pójscia na marsz albo chciaż małe słowo mobilizujące od gniazdowego. Powinniśmy się tłumnie stawić jako ABG i Krakowscy Patrioci.
Odpowiedz cytując
DrewniaQ
Senior Member
 
 
Od: 01.2007

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#4
Stary 13.12.2011, 11:42
Dzisiaj o 15 fajna rzecz na rynku i okolicach. Inscenizacja pacyfikacji demonstracji przez ZOMO i LWP. Każdy może dołączyć, więc polecam. Ja niestety chory w domu leżę.

Więcej...
http://studencidlarp.pl/index.php?op...ajdy&Itemid=46
NIC DODAĆ NIC UJĄĆ ! WISŁA KRAKÓW
http://w.drewnicki.pl - fotografia.

W kraju uczą mnie bierności.
Odpowiedz cytując
węgorz2
Senior Member
 
 
Od: 03.2007
Skąd: PL.BOH.GETTA

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#5
Stary 13.12.2011, 11:42
masz racje MICHAEL ale sprawa jest dobrze naglośniona więc ludzi przyjdzie wielu ,ogolnie marsze rozbijaja się na cały dzień ,studenci osobno inne organizacje osobno ale mysle że troche ludzi przyjdzie i ze bedzie spokojnie (czyt. brak prowokacji policji)

Kolego DROZD NIE PROWOKUJ TUTAJ ,nie jestem po srodku dokument pusciła TVP INFO i porusza kwestie sytuacji jak mogla nastapić po inwazji CZECHOW ROSJAN I NRD ,po czyjej stronie opowiedzialo by sie wojsko ,szeregowe wojsko twoi i moi wujkowie ,bracia itp... mozna sie na przyklad dowiedziec że nie które pancerne dewizje bronily by nas POLAKOW i tyle w tym temacie wszechwiedzący a nie zasiadający w komisjach śledczych DROZDZIE!
Ostatnio edytowane przez węgorz2 : 13.12.2011 o godz. 11:47.
Odpowiedz cytując
Drozd
Senior Member
 
Od: 03.2005
Skąd: North-east KR

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#6
Stary 13.12.2011, 12:10
Co odbierasz jako prowokacje?

Z tego co mówisz o filmie, to przykład klasycznego gdybania. Skąd wiadomo po czyjej stronie? Nie wiadomo, zależy od dowódców. A że byli i tacy i tacy to dowodzi postawa płk Kuklińskiego.

Film, wnioskując z Twojego opisu, jest propagandowy z innego powodu. W tamtym czasie nie było zagrożenia inwazją, bo ruskim to nie pasowało. Jest na to tyle dowodów że nie ma dyskusji. Oczywiście wiedzieli o tym u nas tylko najważniejsi. Resztę straszono żeby mieć usprawiedliwienie zbrodniczych działań. Tak skutecznie ze do dzisiaj niektórzy są otumanieni.
Hej Nasz TS !!
Odpowiedz cytując
Gwiaździsty
Senior Member
 
Od: 04.2006

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#7
Stary 13.12.2011, 14:23
Wielu tutaj nie rozumie jednej rzeczy. Samo szykowanie interwencji było presją psychologiczną na Polskę i towarzyszy nią rządzących. Tak samo jak manewry wojskowe w poblizu naszych granic. To miało zachęcić do działania komunistyczny beton w Warszawie. I liczne pohukiwania z NRD, Czechosłowcji itp. miały stworzyć do tego odpowiedni klimat.
Ale co innego jest sama interwencja, na którą Moskwa nie miała ochoty. I są na to dowody nie tylko z przecieków, dokumentów, wypowiedzi agentow KGB, którzy uciekli na Zachód, a którzy byli świadkami gdy Jaruzelski prosił o "pomoc" a usłyszał żeby sie odpier...ił i zrobił to sam.
A dywagacje przeciętnych żołnierzy co siedzą gdzieś w lesie i ich odczucia to można w kapcie włożyć.
Jak obalano Olszewskiego to Geremek też opowiadał w mediach bajki, że po lasach stoją żołnierze, ktorych niby Olszewski chce rzucić dla ratowania swojej władzy.
Odpowiedz cytując
JEDREK76
konserwa
 
 
Od: 06.2004
Skąd: STRUSIA NH

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#8
Stary 13.12.2011, 21:31
Dokument I
http://docs.google.com/viewer?a=v&q=...m2_Iic989XOJmQ

Protokół informacji ministra obrony narodowej Czechosłowacji Martina Dżura z posiedzenia Komitetu Ministrów Obrony państw Układu Warszawskiego, które odbyło się w Moskwie w dniach 1-4 grudnia 1981 r. Przedstawiciel PRL w-ce min. obrony gen. Florian Siwicki zwrócił się na nim do przedstawicieli pozostałych państw Układu Warszawskiego o zawarcie w tekście komunikatu dla prasy i mediów treści komunikatu przesłanego przez gen. Jaruzelskiego a sformułowanego w dość ostro brzmiących i ultymatywnych słowach.

Dokument II
http://docs.google.com/viewer?a=v&q=...qid0jpYOV7G54w

Artykuł A. Dudka a poniżej adnotacja gen. Wiktora Anoszkina (adiutanta marszałka Kulikowa - głównodowodzącego sił zbrojnych Układu Warszawskiego) o przebiegu spotkania Jaruzelskiego z Kulikowem w nocy z 8 na 9 grudnia na węźle kolejowym pod Brześciem, z której wynika wprost, że gen. Jaruzelski prosi o pomoc sowiecką w przypadku wyjścia ludzi na ulicę.

Dokument III
http://www.geocities.com/wojciech_ja...ratyzacja.html

Protokół z posiedzenia BP KC PZPR z 10 grudnia 1981, podczas którego wszyscy jego członkowie opowiadają się przeciwko wprowadzaniu wojsk sowieckich do Polski, potwierdzając jednocześnie sugestie tego typu wychodzące ze strony Jaruzelskiego.


Dodać do tego dzisiejsze informacje o przekazanych przez NATO materiałach, z których wynika, że satelity szpiegowskie USA nie stwierdziły w grudniu 1981 r. zgromadzenia wojsk sowieckich przy granicy z PRL, co burzy dotychczasowe tezy obrońców Jaruzelskiego o "grzejących się silnikach" czołgów stojących nad granicami i dojść można do jedynie słusznego wniosku, że jedyne czego bronił gen. Jaruzelski to stołek na którym sadowił swoją d...

P.S. Polecam wszystkim film G. Brauna "Towarzysz generał idzie na wojnę...", dzisiaj można go było obejrzeć na stacji Planete dostępnej w sieciach kablowych (przez przypadek udało mi się nań natrafić, pewnie będzie powtarzany).
Odpowiedz cytując
!!IRIVER!!
Senior Member
 
Od: 08.2007

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#9
Stary 14.12.2011, 08:37
JEDREK76 napisał(a):Wyświetl post
P.S. Polecam wszystkim film G. Brauna "Towarzysz generał idzie na wojnę...", dzisiaj można go było obejrzeć na stacji Planete dostępnej w sieciach kablowych (przez przypadek udało mi się nań natrafić, pewnie będzie powtarzany).
Uważaj, bo Ci zaraz któryś mędrzec oczytany wzdłuż i wszerz tekstami GW odpowie, że tam dobre imię przenajświętszego Geremka jest szargane... Przecież nawet (autorytet) Ciosek tak powiedział dwa dni temu!
A to, że Geremek wielokrotnie mówił (w rozmowie z Hanną Krall chociażby), że "Polaków nienawidzi" to pewnie też prowokacja i fałszywka...
Odpowiedz cytując
Arapaho
Senior Member
 
 
Od: 06.2004

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#10
Stary 14.12.2011, 09:37
No nie wiem ja węgorza2 zrozumiałem że był ciekawy program w TVPInfo- nie ma co tu robić wśród nas awantury- chyba w 90% na tym forum a juz napewno w tematach politycznych panuje nurt niepodległościowy i to jest najważniejsze.
Wczoraj nie byłem na marszu bo nie mogłem być niestety ale w poniedzialek byłem na pokazie Towarzysza Generała w Kijowie pokaz zorganizowany przez IPN. Było ciekawie ,sala pełna, wielu opozycjonistów-ale też wiele osób mlodych.Oberwalo się jednemu prelegentowi z IPN któremu ewidentnie nie wyszedł wstęp do filmu i próbował w zaowalowany sposób splycić winy Jaruzelskiego .Reakcja sali byla że tak powiem delikatnie "głośna".
Cieszy to że właściwie nigdzie nie nagłaśniana projekcja gromadzi tyle osób w naszym mieście. Więc może jeszcze Polska nie zginęła...
...........................
– Panie marszałku, a jaki program tej partii?
– Najprostszy z możliwych. Bić ....y i złodziei, mości hrabio.
Opis: rozmowa hrabiego Skrzyńskiego z Piłsudskim na temat możliwości założenia przez Piłsudskiego partii politycznej
Odpowiedz cytując
Gwiaździsty
Senior Member
 
Od: 04.2006

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#11
Stary 14.12.2011, 10:12
Arapaho napisał(a):Wyświetl post
Wczoraj nie byłem na marszu bo nie mogłem być niestety ale w poniedzialek byłem na pokazie Towarzysza Generała w Kijowie pokaz zorganizowany przez IPN. Było ciekawie ,sala pełna, wielu opozycjonistów-ale też wiele osób mlodych.Oberwalo się jednemu prelegentowi z IPN któremu ewidentnie nie wyszedł wstęp do filmu i próbował w zaowalowany sposób splycić winy Jaruzelskiego .Reakcja sali byla że tak powiem delikatnie "głośna".
Cieszy to że właściwie nigdzie nie nagłaśniana projekcja gromadzi tyle osób w naszym mieście. Więc może jeszcze Polska nie zginęła...
Tym prelegentem był Marek Lasota dyr. krakowskiego oddziału IPN i działacz PO, radny sejmiku.
Odpowiedz cytując
Hamas_kr
Senior Member
 
 
Od: 02.2005
Skąd: S.K.M.K.

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#12
Stary 15.12.2011, 12:21
Zdjęcia z marszu:

http://www.facebook.com/#!/media/set...0445534&type=1
Odpowiedz cytując
Arapaho
Senior Member
 
 
Od: 06.2004

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#13
Stary 15.12.2011, 13:52
Sorry za off ale Hamas_kr to Ty byłeś wczoraj na Twente w kurtce Malopolscy patrioci?tak z ciekawości pytam.
...........................
– Panie marszałku, a jaki program tej partii?
– Najprostszy z możliwych. Bić ....y i złodziei, mości hrabio.
Opis: rozmowa hrabiego Skrzyńskiego z Piłsudskim na temat możliwości założenia przez Piłsudskiego partii politycznej
Odpowiedz cytując
Arapaho
Senior Member
 
 
Od: 06.2004

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#14
Stary 10.12.2011, 16:50
Jakby ktoś chciał przeczytac wpomnienia ostatnich żyjących żołnierzy 27 Wołyńskiej Dywizji AK to wkleję co jakiś czas unikatowe już opowieści o uczestników wydarzeń na naszych Kresach wschodnich. Jak będzie zainteresowania to jest tego sporo a tego się raczej w szkole nikt nie dowie-pomijam że teksty czyta sie jak bestsellerową książkę sensacyjną



Cytat:
Tadeusz Socha żołnierz 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK (pseudonim „Dąb”) na Wołyniu znalazł się przypadkiem. Pochodzi bowiem z przedwojennego województwa krakowskiego, a urodził się w Czarnej w powiecie dębickim z matki Józefy z domu Bielawa i ojca Władysława w 1924 r. Jego ojciec pracował na kolei w Tarnowie jako urzędnik, a matka zajmowała się wychowaniem dzieci i prowadzeniem domu. Pan Tadeusz miał jeszcze młodszą o trzy lata siostrę Krystynę. Rodzice pana Sochy z racji pracy ojca zmieniali miejsca zamieszkania. Z Czarnej przeprowadzili się do Nowego Sącza, a później z powrotem do Czarnej. Po szkole podstawowej pan Tadeusz w 1938 r. rozpoczął naukę w gimnazjum mechanicznym w Dębicy. Była to specyficzna placówka, bo pod zarządem wojska. Uczniowie chodzili w niej w mundurach i odbywali ćwiczenia wojskowe. Umiejętności nabyte w tej szkole przydały się później panu Tadeuszowi w konspiracji. One też w jakiejś mierze spowodowały również, że trafił na Wołyń. W miesiąc po zakończeniu działań wojennych został przez Niemców zapędzony do pracy przy budowie strategicznej drogi Kraków- Przemyśl. Później skierowano go do wyrębu lasu w Pustkowie k. Dębicy, gdzie budowano wielką bazę dla formacji SS. Pod koniec kwietnia 1941 r. jako przedwojennego ucznia gimnazjum mechanicznego wysłano go do Krakowa, gdzie miał przejść kurs obróbki metali w zawodowej szkole rzemieślniczej. Trwał on 6 tygodni. Po jego zakończeniu panu Tadeuszowi udało się wrócić w rodzinne strony.

Uciekł z transportu

Uciekł bowiem z transportu wywożącego robotników przymusowych do Niemiec. Dzięki pomocy państwa Hoffmanów udało mu się zalegalizować swój pobyt w domu, ale Arbeitsamt w Dębicy skierował go do pracy w firmie K. Werk Schultz, pracującej dla HKP (Herreskraftfahrpark), wykonującej zadania dla wojska niemieckiego. W praktyce okazało się, ze zajmowała się wyłącznie remontowaniem samochodów wojskowych. Pan Tadeusz wraz z kolegami trafił do warsztatów w Mariupolu, mieście położonym nad Morzem Azowskim na Wschodniej Ukrainie. Po klęsce Niemców pod Stalingradem, warsztaty firmy K. Werk Schultz zostały przeniesione na Wołyń. Podzielono je na dwie części. Jedną umieszczono w Łucku , a drugą we Włodzimierzu Wołyńskim. Do tej drugiej został właśnie przydzielony Tadeusz Socha.

- Warsztaty naszej firmy zlokalizowano na terenie dawnych koszar 19 pułku ułanów przy ulicy Topolowej, a konkretnie dawnej ujeżdżalni koni - wspomina pan Tadeusz. - Nas zakwaterowano w salach koszarowych. Zarówno warunki pracy, jak i zakwaterowania mieliśmy całkiem dobre. Mankamentem było słabe wyżywienie. Szybko jednak ten problem rozwiązaliśmy poprzez zaprzyjaźnienie się z polskimi rodzinami mieszkającymi we Włodzimierzu. Pracując w niemieckiej firmie, która była wyposażona w różne maszyny i duże ilości sprzętu, mieliśmy możliwości świadczenia wielu usług, które mogliśmy wymieniać na żywność. Dorabialiśmy różne części do maszyn, spawaliśmy uszkodzone elementy maszyn rolniczych. Za wyświadczone usługi, a także materiały takie jak benzyna, czy stal, dostawaliśmy żywność, najczęściej w postaci kawałka słoniny, czy chleba, którego nam stale brakowało.

Każdy miał swoją melinę

„Po dwóch tygodniach pobytu w tym mieście każdy z nas miał już swoją „melinę”, czyli zaprzyjaźnioną rodzinę. Szybko zdobyliśmy zaufanie mieszkańców Włodzimierza Wołyńskiego i szybko wciągnięto nas też do konspiracji. Stało się to za sprawą „Wira” - Władysława Siemaszki, który zajmował się rozbudową włodzimierskiej organizacji. Zostaliśmy zorganizowani w cztero-, pięcioosobowe grupy, nic o sobie nie wiedząc i wykonując różne zadania. W skład grupy, do której ja należałem wchodzili tacy koledzy jak: Stanisław Idziniak, Lucjan Gajdzik, Marian Zdzisław Lechowicz i Zenon Zbroniec. Jednym z głównych zadań, jakie postawiono przed nami, była penetracja możliwie dużej ilości samochodów przekazywanych do remontu i wyciąganie z nich wszystkiego, co mogłoby być przydatne dla partyzantów, czy też mieszkańców. W dalszej kolejności było zadanie opróżniania zbiorników samochodowych z benzyny i oleju napędowego, które w kanistrach przekazywano na wcześniej wyznaczone punkty. Później rozszerzono jeszcze asortyment zamówień o amunicję i broń, które czasami znajdowały się w naszym zasięgu. Na terenie koszar, w których stacjonowaliśmy było zmagazynowane wiele sowieckiej amunicji, którą krasnoarmiejcy pozostawili, uciekając w 1941 r. przed Niemcami. Zakradaliśmy się do magazynu przez okno i wykradaliśmy amunicję leżącą w koszarach. Z każdego zabieraliśmy kilka sztuk naboi tak, że Niemcy nie mogli się zorientować, że coś ubyło. Było to oczywiście ryzykowne. Osoba złapana z torba amunicji od razu szła pod ścianę. Aż do momentu pójścia na koncentrację dywizji nikt jednak z nas nie wpadł. Dopiero w lesie zorientowaliśmy się też, że nie byliśmy jedynymi, którzy zaangażowali się w konspirację. Aż 14 spośród 50 Polaków z firmy należało do konspiracji...

Wymarsz do lasu

Pan Tadeusz Socha ma niewątpliwie dar opowiadania, a że pamięć ma doskonałą, więc sypie faktami, jak z rękawa. Pamięta, jak tuż po Świętach Bożego Narodzenia 1943 r. dowiedział się, że jego grupa ma się przygotować do wymarszu do lasu.

- Wraz z kolegami wczesnym rankiem udaliśmy się na wyznaczony punkt, skąd łącznik zaprowadził nas do miejscowości, w której formowała się kompania Jerzego Krasowskiego - wspomina pan Tadeusz. - W niej rozpocząłem swoją partyzancką karierę. Wcześniej złożyliśmy przysięgę, a przyjmujący ją oficer wymyślił mi pseudonim.- Wyglądasz, jak dąbczak więc będziesz „Dębem” - oświadczył i tak już zostało!

- Z kompanią „Lecha” uczestniczyłem w kilku wypadach bojowych , między innymi zdobywaliśmy sąsiadujący z Siedliskami (w których stacjonowaliśmy) Puzów. Wieś tę UPA przekształciła w swoją twierdzę i bezwzględnie musiała być zlikwidowana, bo inaczej Ukraińcy mogliby nas z niej ostrzeliwać. Nie działaliśmy oczywiście jak UPA. Zależało nam tylko, by Ukraińcy opuścili wieś i nie stanowili dla nas zagrożenia. Nie było to, jak się okazało trudne zadanie. Ukraińcy jak tylko zobaczyli naszą tyralierę, to natychmiast uciekli. Gdy zajęliśmy całą wieś, po kilku godzinach zbliżył się do niej oddział Węgrów, formalnie wtedy będących sojusznikami Niemców. Myśleliśmy, że idą Ukraińcom z odsieczą. Okazało się jednak, że oddział nie zamierzał z nami walczyć. Chcieli z nami pohandlować. Za cztery świnie ofiarowali nam dwa duże wiadra granatów i spore ilości niemieckiej amunicji do karabinów typu mauzer. Terminowanie u „Lecha” trwało jednak krótko. Wachmistrz Piotr Kosikowski „Sawa” wypatrzył mnie w jego kompanii i spowodował, że przeniesiono mnie do żandarmerii. Służba w niej miała zupełnie inny charakter niż w kompanii u „Lecha”. Pełniliśmy rolę policji pilnującej porządku wśród partyzantów, a także na terenie opanowanym przez dywizję czyli specyficznej Republiki Wołyńskiej. Nie było to zajęcie łatwe i przyjemne. Trzeba było nieustannie patrolować teren, pilnować Niemców wziętych do niewoli. Tych ostatnich było czasem kilku, a czasem kilkudziesięciu. Najwięcej mieliśmy ich 76. Pilnowaliśmy ich w sumie przez kilkanaście dni. Przekazaliśmy ich później niemieckim władzom powiatowym we Włodzimierzu Wołyńskim. W zamian za to Niemcy zwolnili 450 zakładników, których aresztowali w tym mieście. Pośredniczył w tej operacji ks. Stanisław Kobyłecki i inni parlamentariusze.”

Przed sądem wojennym

- Oprócz Niemców w naszym areszcie często przebywali też ludzie z band UPA, a czasem Polacy. Z reguły stawali oni przed sądem wojennym, którego wyroki zatwierdzał dowódca dywizji. Choć warunki działania były polowe, to nikt, nawet Ukrainiec nie został skazany na śmierć, jeżeli były tylko jakieś wątpliwości. Przez cały czas naszego pobytu w Siedliskach w okresie trzech miesięcy, mimo sporej grupy podejrzanych, na karę śmierci skazano tylko 4 nacjonalistów ukraińskich, w tym jedną kobietę oraz jednego Polaka czyli razem pięć osób. Pamiętam doskonale proces Polaka, który wyjątkowo źle zachowywał się, służąc w policji pomocniczej zorganizowanej przez Niemców, a za łapówkę chciał się dostać do dywizji. Stałem wewnątrz salki, gdzie odbywał się proces i słyszałem zeznania 11 kolegów partyzantów. Wszyscy najpierw przysięgali na krucyfiks, który stał na stole sędziowskim, że będą mówili prawdę i tylko prawdę. Wszyscy złożyli zeznania obciążające oskarżonego. Ten został skazany na karę śmierci. Po ogłoszeniu wyroku upadł on na twarz przed stołem sędziowskim, prosząc o zmianę wyroku. Tego rzecz jasna nie uczyniono, ale wysłano do dowódcy dywizji do zatwierdzenia. Po trzech dniach dowódca wyrok zatwierdził i polecił jego wykonanie. Nie obeszło się przy tym bez przykrych sytuacji. Skazanego wyprowadzono na miejsce egzekucji i na jego prośbę pozwolono mu uklęknąć i pomodlić się. Ten jednak zerwał się z klęczek i zaczął uciekać. Żandarm wyznaczony do wykonania wyroku miał tylko jeden nabój w lufie karabinu. Wycelował do uciekiniera i zastrzelił, ale kilkadziesiąt metrów od wykopanej mogiły. Trzeba go było przenosić...

Niedoszły zabójca

Wspomnienie tego typu wydarzeń nie jest z pewnością dla pana Tadeusza łatwe. Pomimo, że minęło od nich ponad 60 lat wciąż ma je przed oczami. Pamięta twarz zapłakanej rannej kobiety, którą chciał zastrzelić jako ukraińskiego szpiega polski partyzant. „Parę” tę napotkał wracając z patrolu w Bielinie razem z towarzyszącym mu kolegą.

-Niedoszły zabójca był pijany, więc musieliśmy go rozbroić - mówi Tadeusz Socha.- Na saniach zarekwirowanej w Bielinie podwody przewieźliśmy go do Siedlisk i umieściliśmy w areszcie. Po przeprowadzeniu śledztwa okazało się, że kobieta nie jest Ukrainką, ale Bogu ducha winna Polką, a jej niedoszłym zabójcą jeden z najstarszych partyzantów, któremu wcześniej Ukraińcy z UPA wymordowali całą rodzinę. Gdyby nie ten ostatni fakt, partyzant z pewnością zostałby rozstrzelany. Sędziowie wzięli pod uwagę losy jego rodziny i chorobliwe uczulenie na zagrożenie ze strony Ukraińców. Skazany został na miesiąc aresztu. Z tego tytułu mogliśmy się bliżej poznać. Najpierw mnie zrugał, że jako żandarm przy jego zatrzymaniu zachowałem się nieprofesjonalnie. Powinienem mu bowiem związać ręce. Gdyby bowiem chciał, mógłby mi zrobić krzywdę tym bardziej, że nie zależało mu na życiu, nie mógł się bowiem pogodzić, że z licznej jego rodziny ocalał tylko on...

Zdarzało się też, że pan Tadeusz musiał łagodzić spięcia między przedstawicielami władzy cywilnej, wyznaczonej przez władze partyzanckie.

- Taki przypadek miał miejsce m.in. w Bielinie - mówi Tadeusz Socha. - Doszło tam do awantury między komendantem obrony cywilnej a miejscowymi mieszkańcami. Niewiele brakowało, żeby użyto broni. Udało nam się jednak z kolegą odebrać zbyt krewkiemu komendantowi broń i ciupasem odstawić go do chałupy. Roboty nam nie brakowało. Zdarzało się i to dość często, że po służbie byliśmy tak zmęczeni, że nawet własnych wszy nie chciało nam się zabijać i hodowaliśmy je na grzebiecie przez wiele dni...

Odwrót z republiki

Dzięki żandarmerii, w której służył Tadeusz Socha w Republice Wołyńskiej przez wiele tygodni panował ład i porządek. Liczyła zaś ona 600 km kw. i w całości była kontrolowana przez dywizję. Aż do świąt Wielkanocnych 1944r. i przypadających 9 i 10 kwietnia nie była ona niepokojona przez Niemców. Do jej likwidacji przystąpili dopiero , gdy Armia Czerwona znalazła się pod Kowlem. Tam duża ilość Niemców znalazła się w kotle, w związku z czym ich dowództwo szukało dróg ewakuacji. Najprostsza droga wiodła przez nasze terytorium. Niemcy musieli więc je odbić. Trzeba było się szybko z niego zwijać. Najpierw wyruszyliśmy w stronę Zamłynia. Kilkakrotnie musieliśmy odpierać ataki Niemców. Kilka dni zalegaliśmy w Torówce, kiedy ostatecznie udało nam się dojść do Zamłynia, ataki Niemców stały się najintensywniejsze. Kule co rusz gwizdały mi koło uszu. Największy dramat przeżywała maszerująca z nami ludność cywilna, która bała się zostać na opuszczonym przez nas terenie, obawiając się powrotu banderowców. Widziałem w odległości dwóch metrów od siebie na zejściu ze stromego zbocza kobietę z dwoma córeczkami, z których jedna - ośmioletnia dziewczynka - została trafiona kul a prosto w głowę. Złapałem ją za głowę, ale nie dawała już żadnych oznak życia.”

Pociąg pancerny

- Ostatecznie jednak udało nam się dotrzeć do linii torów pod Jagodzinem, które mieliśmy przekroczyć, by dostać się na teren opanowany przez Armię Czerwoną. Gdy już mieliśmy dokonać skoku na drugą stronę, nadjechał niemiecki pociąg pancerny, który nie tylko zablokował nam drogę, ale niemal nie zmasakrował nas swym ogniem. Musieliśmy wycofać się do pobliskiego lasu, gdzie chcieliśmy odpocząć. Straty ponieśliśmy duże . W nasze szeregi wkradł się bałagan. Nie wiedzieliśmy nawet, gdzie jesteśmy, ani dokąd mamy iść. Oficjalnym dowódcą naszego zgrupowania był kapitan Kazimierz Rzaniak „Garda”, ale nikt go nie widział. Na szczęście bałagan opanował porucznik Zygmunt Górka Grabowski „Zając”. W nocy podjęliśmy w innym miejscu próbę przejścia przez tory. Jak wielu kolegów podczas niej zostałem ciężko ranny i straciłem przytomność. Gdy się obudziłem, zobaczyłem stojących nade mną czterech mężczyzn, a wśród nich jeden w mundurze niemieckim. Poprosiłem go po niemiecku, który trochę znałem, by mnie zastrzelił. Oświadczył, że nie ma w tym interesu i poszedł z innymi dalej. Po jakimś czasie przyszło dwóch sanitariuszy, którzy przenieśli mnie na punkt opatrunkowy, gdzie znów straciłem przytomność. Gdy się ocknąłem, byłem w jakimś polowym szpitalu. Okazało się, że niemieckim.

Marek A. Koprowski
Ostatnio edytowane przez Arapaho : 10.12.2011 o godz. 16:56.
...........................
– Panie marszałku, a jaki program tej partii?
– Najprostszy z możliwych. Bić ....y i złodziei, mości hrabio.
Opis: rozmowa hrabiego Skrzyńskiego z Piłsudskim na temat możliwości założenia przez Piłsudskiego partii politycznej
Odpowiedz cytując
Kocur
semper fi
 
 
Od: 09.2003
Skąd: TYNIEC

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#15
Stary 11.12.2011, 22:11
Jeśli ktoś zainteresowany

Cytat:
We wtorek 13 grudnia 2011 r. w Krakowie, w 30. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, odbędzie się kilka różnych uroczystości i manifestacji.



- Godz. 17, bazylika Mariacka, msza święta w intencji ofiar stanu wojennego. Potem przemarsz pod Krzyż Katyński.

- Godz. 15, Rynek Główny, happening Stowarzyszenia Studenci dla Rzeczypospolitej.

- Godz. 10-11.30, Rynek Główny przed posterunkiem policji - manifestacja Federacji Anarchistycznej.

- Godz. 16-17, plac Centralny w Nowej Hucie przy pomniku "Solidarności", manifestacja środowisk "Gazety
Polskiej".

- Godz. 16.30-18.30. Marsz Narodowego Odrodzenia Polski: Rynek Główny, ul. Grodzka do Krzyża Katyńskiego.

- Godz. 19, plac Wolnica, marsz Małopolskich Patriotów z pl. Wolnica ulicami Krakowską, Stradom, Grodzką do Rynku Gł., dalej Szewską, Karmelicką na pl.
MOMENT OF TERROR IS THE BEGINNING OF LIFE
Odpowiedz cytując
DrewniaQ
Senior Member
 
 
Od: 01.2007

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#16
Stary 12.12.2011, 17:09
http://studencidlarp.pl/index.php?op...ajdy&Itemid=46

O 15 pacyfikacja inscenizacji manifestacji przez ZOMO i Ludowe Wojsko Polskie. Warto wziąć udział.
NIC DODAĆ NIC UJĄĆ ! WISŁA KRAKÓW
http://w.drewnicki.pl - fotografia.

W kraju uczą mnie bierności.
Odpowiedz cytując
Kocur
semper fi
 
 
Od: 09.2003
Skąd: TYNIEC

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#17
Stary 16.12.2011, 20:45
INFO - bardzo pozytywne.

Cytat:
Legendarny obrońca Wizny z 1939 roku zostanie pośmiertnie majorem

"Rz" dowiedziała się, że MON uhonoruje jednego z największych bohaterów Września 1939 r. Drogę do pośmiertnego awansu kapitana Władysława Raginisa otworzyło niedawne znalezienie jego ciała w miejscu słynnej bitwy pod Wizną.


– Dla mnie, jako polskiego oficera, kapitan Raginis jest wzorem. Jednym z najdzielniejszych żołnierzy Rzeczypospolitej – powiedział "Rz" płk Sylwester Janicki z sekretariatu dyrektora generalnego MON. – Wartości, które były mu bliskie, są bliskie Wojsku Polskiemu również dziś. Dlatego, aby oddać hołd kapitanowi Raginisowi, podjęliśmy kroki zmierzające do awansowania go na majora.


Uroczystość ma odbyć się w przyszłym roku pod Wizną, w rocznicę bitwy, która rozegrała się tam między 7 a 10 września 1939 roku. Wraz z Raginisem awansowany zostanie por. Stanisław Brykalski, który poległ u jego boku.<\p>Oficerowie na czele kilkuset żołnierzy przez trzy dni bronili się przed 42-tysięcznym korpusem gen. Heinza Guderiana. Gdy zabrakło amunicji, kapitan Raginis nie poszedł do niewoli, ale rozerwał się granatem. Bitwa przeszła zaś do historii jako "polskie Termopile".


Ciało oficera znaleziono w tym roku w miejscu bitwy. Jego tożsamość potwierdziło badanie DNA. Między szczątkami znaleziono łyżkę od granatu i kilkanaście odłamków. To ostatecznie potwierdziło, że opowieść o heroicznej śmierci oficera była prawdziwa.
Obok ciała znajdowała się także przerdzewiała pętla z drutu, za pomocą której – ciągnąc za nogę – wydobyto po bitwie nadpalone ciało Raginisa z bunkra. Inaczej się nie dało, bo wejście zostało zawalone betonem. Początkowo oficera pochowano w miejscu bitwy. Gdy Wizna dostała się pod okupację sowiecką, bolszewicy kazali go jednak wykopać i przenieść w pobliże drogi do Białegostoku. Tam zapomniane ciało polskiego bohatera leżało do tego roku.


Odnaleźli je nie przedstawiciele państwowej instytucji, ale grupa miłośników historii ze Stowarzyszenia Wizna'39. To oni dokonali ekshumacji i zapłacili za badania DNA. – To, że mogliśmy przyczynić się do pośmiertnego awansu kapitana, to dla nas powód do dumy. Wreszcie Polska doceni jednego ze swoich największych bohaterów – powiedział "Rz" szef Wizny'39 Dariusz Szymanowski.


Ostatnio dotarł on do dokumentów, które rzucają nowe światło na wydarzenia, które rozegrały się pod Wizną w 1939 roku. Z relacji oficerów, którzy stacjonowali w pobliskim Osowcu – kapitana Wacława Schmita oraz majora Antoniego Korpala – wynika, że gen. Czesław Młot-Fijałkowski świadomie pozostawił Raginisa na straconej pozycji. Oficer został poświęcony, aby umożliwić wycofanie się polskim oddziałom.


– Do tej pory uważano, że Raginis dysponował 720 żołnierzami. Analiza nowych źródeł skłoniła nas do przekonania, że nie miał nawet tego. Pod jego komendą mogło znajdować się góra 360 ludzi – mówi "Rz" Szymanowski. – Wszystko to pozwala sądzić, że bitwa pod Wizną miała jeszcze bardziej dramatyczny przebieg, niż sądziliśmy. A kapitan Raginis zasługuje na jeszcze większy szacunek.
MOMENT OF TERROR IS THE BEGINNING OF LIFE
Odpowiedz cytując
Kocur
semper fi
 
 
Od: 09.2003
Skąd: TYNIEC

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#18
Stary 25.01.2012, 13:39
Pomnik Armii Krajowej



Cytat:
W końcu krakowskim radnym po pół roku prób i wpadek udało się przegłosować lokalizację pomnika Armii Krajowej. Ma stanąć na bulwarze Czerwieńskim w okolicy ulicy Smoczej. Zgodnie jednak z wytycznymi konserwatora, monument zostanie przesunięty bliżej Wisły, żeby nie zasłaniał widoku na Wawel.


- Żołnierze Armii Krajowej cieszą się, że w końcu udało się uchwalić tę lokalizację - powiedział Ryszard Brodowski, prezes Światowej Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Wierzy, że przesunięcie pomnika na większa przestrzeń, bliżej mostu Grunwaldzkiego, pozwoli na postawienie okazałego obelisku.

Pomnik kombatanci chcieli odsłonić w lutym 2012 roku, w 70. rocznicę założenia Armii Krajowej, ale przez kłótnie radnych i ciągłe zmiany lokalizacji nie zdążą. Dopiero teraz prezydent miasta może ogłosić konkurs architektoniczny na projekt pomnika.

Wcześniejsze lokalizacje, m.in. postument po pomniku radzieckiego marszałka Iwana Koniewa, owiany złą sławą plac Biskupi, czy zbyt mały teren przed Muzeum Armii Krajowej były nie do przyjęcia. Sensowną alternatywą było jeszcze wnętrze ronda Mogilskiego, które wskazywał Wojewódzki Konserwator Zabytków.

Wybrano jednak bulwary i najważniejsze, że obrońcy Polski z czasów wojny i okupacji czują zadowolenie.
MOMENT OF TERROR IS THE BEGINNING OF LIFE
Odpowiedz cytując
Arapaho
Senior Member
 
 
Od: 06.2004

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#19
Stary 25.01.2012, 13:45
To może tak informacyjnie

...........................
– Panie marszałku, a jaki program tej partii?
– Najprostszy z możliwych. Bić ....y i złodziei, mości hrabio.
Opis: rozmowa hrabiego Skrzyńskiego z Piłsudskim na temat możliwości założenia przez Piłsudskiego partii politycznej
Odpowiedz cytując
wiślak 86
Senior Member
 
Od: 08.2004
Skąd: okolice Krakowa

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#20
Stary 27.01.2012, 16:02
Arapaho napisał(a):Wyświetl post
To może tak informacyjnie

Orientujecie się może kiedy będzie otwarcie muzeum AK?

Coś mi o uszy obiło że jest jakiś poślizg.
Dumny po zwycięstwie
Wierny po przegranej

Zbanowany za napisanie "matoł", "jeba*y złamas", "3 kretynów" o ludziach dla których flaga Polski do góry kołami to coś normalnego na twarzy
Odpowiedz cytując
Arapaho
Senior Member
 
 
Od: 06.2004

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#21
Stary 27.01.2012, 21:17
wiślak 86 napisał(a):Wyświetl post
Orientujecie się może kiedy będzie otwarcie muzeum AK?

Coś mi o uszy obiło że jest jakiś poślizg.
Jakie otwarcie? Muzeum jest już o lat otwarte. Gdzie te wykłady się odbywają?
...........................
– Panie marszałku, a jaki program tej partii?
– Najprostszy z możliwych. Bić ....y i złodziei, mości hrabio.
Opis: rozmowa hrabiego Skrzyńskiego z Piłsudskim na temat możliwości założenia przez Piłsudskiego partii politycznej
Odpowiedz cytując
wiślak 86
Senior Member
 
Od: 08.2004
Skąd: okolice Krakowa

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#22
Stary 27.01.2012, 16:08



I tak przy okazji aby drugi wykład nie był pokrzywdzony...
Dumny po zwycięstwie
Wierny po przegranej

Zbanowany za napisanie "matoł", "jeba*y złamas", "3 kretynów" o ludziach dla których flaga Polski do góry kołami to coś normalnego na twarzy
Odpowiedz cytując
Arapaho
Senior Member
 
 
Od: 06.2004

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#23
Stary 26.01.2012, 12:51
Ciekawy artykuł o działalności OUN/UPA w Polsce :

Cytat:
Po likwidacji tych grup podziemie OUN w Polsce praktycznie nie istniało. Jednakowoż po przemianach w Polsce w 1989 roku, OUN odnowiła się w innej roli. Opracowano i wydano dla kadry kierowniczej super tajną - 60 stronnicowa instrukcję: jak należy postępować na obecnym etapie. Jako główny cel postawiono zadanie wybielenia całkowicie ze zbrodni UPA na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej różnymi środkami: konferencje naukowe, odczyty, wciskanie się do redakcji wydawnictw, gazet i telewizji, słowem wszędzie tam gdzie trzeba, nie żałują środków z FWU (Fundusz Wyzwolenia Ukrainy) na działalność i przekupywanie Polaków, wśród których znajdą się osoby sprzedajne. Dążyć do potępienia operacji „Wisła” przez Sejm i Senat RP.

Otóż ze strony polskiej w tych sprawach zrobiono (pochopnie moim zdaniem) aż za dużo. Senat RP 03 sierpnia 1990 roku - licząc na wzajemność Ukrainy w potępieniu OUN-UPA za ich zbrodnie – potępił operację wojskową „Wisła”. Sejm RP pierwszy uznał niepodległość Ukrainy. Postawiono pomnik w Jaworznie w hołdzie zmarłym tam osobom. Postawiono pomniki dla UPA w powiatach przemyskim i jarosławskim. Dotuje się z naszych pieniędzy wydawane w języku ukraińskim „Nasze Słowo”, Prezydent Kwaśniewski, hańbiąc się sam swoimi słowami, nazwał 18 kwietnia 2002 r. operację „Wisła” haniebną, a ze strony parlamentu Ukrainy, rządu i prezydentów nie uczyniono nic. Nie było ani potępienia OUN–UPA za mordy, ani skromnego słowa „przepraszamy”. I to właśnie jest niepokojące. Dlatego że prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko jednoosobowo – nie licząc się z nikim – 12 października 2007 r. swoim Ukazem Nr 965/2007 nadał Szuchewycz Romanowi ps. ”Taras Czuprynka” – dowódcy batalionu „Nachtigall” i głównodowodzącemu UPA - stopień generała chorążego i tytuł „Bohatera Ukrainy”, nie mówiąc o przyznanych przywilejach dla członków UPA.

Nietrudno było zauważyć, że nieprzemyślane uroczystości „pojednania” – 11 lipca 2003 r. w Pawliwce (dawny Poryck ) na Wołyniu i 13 maja 2006 w Pawłokomie w powiecie rzeszowskim były dla Polski raczej kompromitujące niż uroczyste. Do Porycka nie wpuszczono naszych kombatantów (oficerów w mundurach), którzy tworzyli 27 Wołyńską Dywizję Piechoty AK na Wołyniu, a w Pawłokomie paradowali upowcy w mundurach i w pełnej gali orderów, nadanych im za morderstwa dokonane na Polakach. Postawiono również marmurowy, ponad 15 tonowy pomnik z nazwiskami 366 osób – Ukraińców, rzekomo zamordowanych w Pawłokomie przez polski oddział AK, chociaż dowodów na to nie ma.
...........................
– Panie marszałku, a jaki program tej partii?
– Najprostszy z możliwych. Bić ....y i złodziei, mości hrabio.
Opis: rozmowa hrabiego Skrzyńskiego z Piłsudskim na temat możliwości założenia przez Piłsudskiego partii politycznej
Odpowiedz cytując
pietras1234
Senior Member
 
Od: 01.2005

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#24
Stary 26.01.2012, 16:54
Czy możesz podać źródło artykułu?
"Ten febrisan Cię tak rozp...?"
Odpowiedz cytując
Arapaho
Senior Member
 
 
Od: 06.2004

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#25
Stary 26.01.2012, 19:51
Strona UB-ka który wydał książkę na temat działalności UPA oskarżajac przy tym wielu komuchów - www.kuzmicz.pl
...........................
– Panie marszałku, a jaki program tej partii?
– Najprostszy z możliwych. Bić ....y i złodziei, mości hrabio.
Opis: rozmowa hrabiego Skrzyńskiego z Piłsudskim na temat możliwości założenia przez Piłsudskiego partii politycznej
Odpowiedz cytując
Belzebub
Senior Member
 
Od: 08.2007
Skąd: ULTRA C

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#26
Stary 26.01.2012, 20:02
http://www.youtube.com/watch?v=u62kF9XJ6Jc Nowe Hemp Gru!
Swoją droga niezłym paradoksem dla historii tego kraju będzie fakt, że dzisiaj jedynymi grupami patriotów są kibole, po części tez hiphopowcy, głównie raperzy próbujący zaszczepić to w swoich odbiorcach i na pierwszym miejscu... "moherowe berety".
Czyli grupy od wielu lat "gnojone" przez media, społeczeństwo i jedyny prawidłowy swiatopogląd!
Ostatnio edytowane przez Belzebub : 26.01.2012 o godz. 20:18.
[][][][]> T S W <[][][][]
Odpowiedz cytując
Arapaho
Senior Member
 
 
Od: 06.2004

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#27
Stary 27.01.2012, 10:54
Rotmistrz Pilecki. Cena odwagi http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/rotm...wiadomosc.html

Cytat:
Komuniści nie tylko go zamordowali, ale chcieli unicestwić jego nazwisko i dokonania. Losy rotmistrza Witolda Pileckiego – jednego z najmężniejszych żołnierzy całej II wojny światowej – są jedną z najbardziej tragicznych polskich historii w XX wieku.



Pilecki jako pierwszy więzień obozu Auschwitz wyniósł poza druty szczegóły hitlerowskich zbrodni. Jego raporty na ten temat były znakomitą wywiadowczą robotą, ale jeszcze bardziej sensacyjne było to, jak Pilecki do oświęcimskiego piekła w ogóle trafił.

Dał się bowiem Niemcom celowo złapać. A po dwóch i pół roku w obozie, kiedy jego konspiracyjna działalność była zagrożona, po prostu uciekł. Hitlerowcom się wymknął, za to nie udało mu się ujść z życiem z powojennej Polski. Jej władze zgotowały mu tortury, fałszywe oskarżenia i haniebną śmierć.


Kim był rotmistrz Witold Pilecki – bohater, z którego próbowano zrobić zdrajcę?

Patriota z zesłania

Urodził się na początku wieku w rosyjskiej Karelii. Jego rodzina znalazła się na zsyłce w Rosji za udział w powstaniu styczniowym. Rodzice wraz z czwórką dzieci przeprowadzili się wreszcie do Wilna, gdzie Witold się uczył. Nim zrobił maturę, przez trzy lata był w wojsku. Walczył w wojnie polsko-bolszewickiej: najpierw w obronie Grodna, a potem w bitwie warszawskiej i wyzwalaniu Wilna.

Kiedy po wojnie go zdemobilizowano, próbował studiować na wileńskim Uniwersytecie Stefana Batorego (Wydział Sztuk Pięknych). Wobec choroby ojca musiał jednak objąć opiekę nad rodzinnym majątkiem w Sukurczach, na terenach dzisiejszej Białorusi. Zamieszkał tam razem z żoną Marią, którą poślubił w 1931 r.

Nie zapomniał jednak o wojsku i wojsko nie zapomniało o nim. W latach 20., będąc w rezerwie, ćwiczył z ułanami, zaś w latach 30. założył w swoim powiecie oddział Konnego Przysposobienia Wojskowego. Formacja ta, złożona z ochotników z własnymi wierzchowcami, miała być szkolona przez rezerwistów kawalerii – oczywiście na wypadek wojennej mobilizacji.

Od kawalerzysty do konspiratora

Z końcem sierpnia 1939 r. jego oddział przydzielono do dywizji piechoty. W pierwszych dniach wojny rozbiły ją w okolicy Piotrkowa Trybunalskiego niemieckie dywizje pancerne.

Wkrótce cała polska armia cofała się, czekając bez skutku na pomoc z Zachodu. Kiedy zaś wkroczyły do Polski oddziały radzieckie, tysiące żołnierzy mogło tylko próbować przebijać się na Węgry albo trafić do niewoli.

Pilecki nie zamierzał znaleźć się ani wśród jednych, ani wśród drugich. Dostał się do okupowanej Warszawy i dołączył do jednej z organizacji konspiracyjnych: Tajnej Armii Polskiej. Formalnie pracował jako przedstawiciel hurtowni kosmetycznej. Pod tą przykrywką obejmował kolejne funkcje w TAP.

Do piekła z wyboru

"Później dopiero jedno to słowo mroziło krew w żyłach ludziom na wolności, spędzało sen z powiek" – pisał dużo później w swoich raportach Pilecki. W połowie 1940 r. nazwa "Auschwitz" nie była jeszcze powszechnie kojarzona w okupowanym kraju.

Dlaczego Pilecki dał się schwytać w łapance, z fałszywymi papierami? >>>
Obóz istniał dopiero od kilku miesięcy. Powoli zaczynał się okrywać złą sławą jako narzędzie terroru skierowanego przeciw Polakom. W sierpniu wywieziono z Warszawy pierwszy transport: ponad 1,5 tys. ludzi, głównie schwytanych w ulicznych łapankach.


Jaki był ich los? Co się właściwie działo w obozie w Oświęcimiu? – na takie pytania polski ruch oporu szukał odpowiedzi. Potrzebne były informacje i Pilecki znalazł najprostszy sposób, by je zdobyć: dostać się do obozu. I taki też plan zaproponował swoim przełożonym.

Kiedy do Auschwitz wysłano z Warszawy drugi transport, Pilecki się w nim znalazł. Dał się schwytać w łapance, z fałszywymi papierami – na nazwisko Tomasz Serafiński – w kieszeni. Miał nie tylko zdobyć i przekazać informacje o tym, co się dzieje w obozie, ale też założyć tam komórkę ruchu oporu.

Wielki młyn, co przerabia ludzi na popiół

"Kończyłem ze wszystkim, co było dotychczas na ziemi i zacząłem coś, co było chyba gdzieś poza nią" – pisał o swoim przybyciu do Auschwitz. Nawet tak odważny człowiek nie był przygotowany na codzienność tego miejsca. Od razu był świadkiem rozstrzelania kilkunastu osób ze swojego transportu.

"Niech nikt z was nie sądzi, że kiedykolwiek wyjdzie stąd żywy... porcja jest tak obliczona, że żyć tu będziecie 6 tygodni" – obwieścił jeden z komendantów obozu.

Pilecki zwracał uwagę na to, że z wyjątkowym okrucieństwem traktuje się w obozie inteligentów. Raportował budowę urządzeń zagłady; opisywał, jak więźniowie jedzą, śpią i chorują, jak są zabijani przez strażników-sadystów pracą, "gimnastyką" i w egzekucjach.

"Wielki młyn, co przerabiał ludzi żywych na popiół" – pisał o Auschwitz, i to jeszcze zanim powstały komory gazowe i krematoria w Birkenau.

Pierwszy napisał o Zagładzie

Zajmował się też tworzeniem obozowej konspiracji pod nazwą Związku Organizacji Wojskowej. Miała się ona kontaktować z ruchem oporu poza obozem (również przez radiostację!), dostarczać więźniom ciepłą odzież, żywność i leki; kierować ich do lżejszej pracy. Próbowano też przygotować zbrojne powstanie w obozie.

W 1942 r. sam tylko ZOW liczył blisko 800 więźniów. "Do organizacji wciągnąłem kolegów 105, 106, 107" – w ten sposób, numerami, opisywał towarzyszy z ruchu oporu.

W czerwcu 1942 r. doszło do brawurowej ucieczki czterech więźniów, którzy wyjechali z obozu ukradzionym samochodem, przebrani za esesmanów. Jeden z uciekinierów miał już wtedy przy sobie notatki Pileckiego. A ten pisał o pierwszych próbach masowego gazowania ludności żydowskiej w Birkenau.

Pełna treść raportów Pileckiego ujrzała światło dzienne dopiero ponad pół wieku po wojnie. Ale pierwsze z nich – przekazywane również przez komórkę ruchu oporu w obozowej pralni i przez innych uciekinierów – były jednocześnie pierwszymi świadectwami Holocaustu.

Te doniesienia trafiły na Zachód wcześniej niż np. znany raport innych uciekinierów: Vrby i Wetzlera (nt. ludobójstwa węgierskich Żydów), który dotarł do rządów sprzymierzonych w połowie 1944 r.

Z niewoli do swoich

Niemcy oczywiście tropią obozową konspirację i wkrótce zaczynają przerzucać polskich więźniów, podejrzewanych o udział w ruchu oporu, do obozów w Rzeszy. Pilecki decyduje się więc uciekać z obozu. Wydostaje się z Auschwitz wraz z dwoma kolegami w Wielkanoc 1943 r. – przez obozową piekarnię.

Po brawurowej ucieczce w sierpniu dociera do Warszawy i wkrótce składa raporty w Komendzie Głównej AK. Choć wbrew jego oczekiwaniom dowództwo nie decyduje się na akcję zbrojną, obliczoną na oswobodzenie obozu, przez kolejny rok Pilecki pozostaje w kontakcie z podziemiem w Auschwitz i pomaga rodzinom uwięzionych.Dołącza wkrótce do nowej organizacji "NIE", która – na rozkaz emigracyjnego rządu – ma się przygotować do konspiracji w warunkach zbliżającej się okupacji radzieckiej. Ale wraz z powstaniem warszawskim struktury "NIE" zostają zdekonspirowane i częściowo rozbite.


Również Pilecki bierze udział w walkach w stolicy. Po upadku powstania trafia do obozów jenieckich – najpierw w Lamsdorf (Łambinowice), potem zaś w Murnau (w Bawarii). Na tydzień przed końcem wojny Pilecki, wydostawszy się z obozu oswobodzonego przez Amerykanów, przebija się do 2. Korpusu Polskiego we Włoszech.

Powrót, czyli biada bohaterom

Generał Anders ma dla niego nowe zadanie: powrót do kraju i prowadzenie wywiadu na temat sytuacji wewnętrznej. W grudniu 1945 roku Pilecki pojawia się w Warszawie jako Roman Jezierski, pracownik wytwórni perfum. Choć wojna się skończyła, powrót do kraju znów jest dlań krokiem w paszczę lwa.

Niedawnych AK-owców czy żołnierzy polskiego wojska na Zachodzie władza ludowa od samego początku uznaje za swoich wrogów. Są aresztowani przez NKWD; torturowani, więzieni, zsyłani na Syberię. Bezpieka próbuje ich skłonić do ujawnienia się (kuriozalne amnestie), by następnie stłamsić kolejnymi represjami.

Pilecki dostaje niebawem od Andersa rozkaz opuszczenia kraju – wie już wtedy, że jest poszukiwany. Ale nie chce wyjechać, bo w Warszawie jest jego żona z dziećmi. I nie ma kim go zastąpić.

Niepodległościowe podziemie jest już wówczas w stanie agonalnym, a jego szczątki są zinfiltrowane przez bezpiekę. Kiedy prowokacja przeciw komórce Pileckiego się nie udaje, zostaje on w końcu w maju 1947 r. aresztowany.

"Oświęcim to była igraszka"

Czekało go pół roku przesłuchań, prowadzonych w więzieniu na Mokotowie przez najokrutniejszych oprawców. Udało się wymusić na Pileckim podpis pod fałszywymi zeznaniami. "Oświęcim to była igraszka" – powiedział Pilecki żonie o tych przesłuchaniach, kiedy rozmawiał z nią po raz ostatni.

Oskarżono go m.in. o szpiegostwo na rzecz Andersa i przygotowanie zamachu na wysokich funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Do działalności informacyjnej na rzecz 2. Korpusu Pilecki się przyznał, tyle że z oczywistych względów nie uważał jej za zdradę.

Proces był farsą (nie dopuszczono np. świadków obrony), a orzeczenie – wyrok śmierci – miało przejść do historii jako jedna z największych zbrodni sądowych tego okresu. Wyrok wykonano w celi mokotowskiego więzienia: Pilecki zginął od strzału w tył głowy.

Grób Nieznanego Żołnierza

Gdzie dokładnie znajduje się jego ciało – nie wiadomo do dziś, bo oprawcy z bezpieki celowo pogrzebali je w nieznanym miejscu (choć prawdopodobnym jest tzw. "Łączka", dziś kwatera Cmentarza Powązkowskiego). Nazwisko Pileckiego miało być wymazane z kart historii. Podobny los zamierzano zgotować wielu byłym żołnierzom podziemia.

Haniebny wyrok na jednego z największych polskich bohaterów II wojny światowej został anulowany dopiero w 1990 r.

Zanim czyny rotmistrza doczekały się uhonorowania w wolnej już Polsce, celnie podsumował je Michael Foot. Brytyjski historyk w swej książce z końca lat 70. umieścił Pileckiego wśród "sześciu najodważniejszych postaci ruchu oporu podczas II wojny światowej".
Ostatnio edytowane przez Arapaho : 27.01.2012 o godz. 14:17.
...........................
– Panie marszałku, a jaki program tej partii?
– Najprostszy z możliwych. Bić ....y i złodziei, mości hrabio.
Opis: rozmowa hrabiego Skrzyńskiego z Piłsudskim na temat możliwości założenia przez Piłsudskiego partii politycznej
Odpowiedz cytując
-S-
Senior Member
 
 
Od: 11.2005

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#28
Stary 27.01.2012, 13:33
Tacy ludzie powinni być dzisiaj idolami, a nie jakieś pseudo gwiazdki. Polecam przeczytać raport rotmistrza, ciekawa lektura.
Odpowiedz cytując
fanTS1906
Senior Member
 
 
Od: 11.2005

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#29
Stary 27.01.2012, 14:09
Bardzo ciekawy artykul, o takich ludziach powinno sie przypominac glosno w mediach. Chetnie poczytal bym wiecej podobnych historii z tamtych czasow. Wielu sie tlumaczylo ze nie wiedzialo co sie dzieje w obozch niemieckich, tymczasem Polacy rozpracowywali to niemal od poczatku i mozna bylo wiecej i szybciej podzialac w tej sprawie.
Odpowiedz cytując
Vinci
Socios Wisła Kraków
 
 
Od: 03.2005
Skąd: Kraków

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#30
Stary 27.01.2012, 14:32
A komu się czytać nie chce, polecam spektakl Telewizji Polskiej pt. Sprawa Rotmistrza Pileckiego.
Materiały podzielony dostępny jest na Youtubie.

Jednocześnie bardzo ciekawa ekspozycja w Muzeum Schindlera. pt. "Losy kobiet w okupowanym Krakowie".



http://www.miastokobiet.pl/wojna-kobiet/
"Kradzione szczęścia nie daje..."
Odpowiedz cytując

Wstecz   Forum Kibiców Wisły Kraków > Inne > Hyde Park (moderowane)

Odpowiedź
Narzędzia tematu
Tryby wyświetlania

Zasady wysyłania postów
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Włączony
MordkiWłączony
[IMG] code is Włączony
HTML code is Wyłączone

Skok do forum


Wszystkie daty podane są w GMT +1. Aktualna godzina to 06:51.