FraMat napisał(a):

|
Mam na mysli głownie pierwszy mecz z Legią, a przede wszystkim mecz z Wisłą u siebie, kiedy tak przestraszył w szatni swoich pilkarzy, że to przyjechała wielka Wisła i w zasadzie to trzeba sie położyć (choc Wisła akurat wtedy nic wielkiego nie grała), ze wszyscy mieli pełne gacie oprócz Ujka, który prawie chciał Lenczyka wtedy w przerwie meczu z szatni wyrzucic. Wlasnie za wydumana taktykę
|
To ciekawa interpretacja faktów. W jaki sposób ta taktyka była wydumana i jak różniła się od ich standardowej?
W
"Siedem Dni Od Mistrzostwa" wszystko idealnie widać. Przed meczem Orest nie straszył, tylko ostrzegał przed zlekceważeniem rywala: "to musi być rozsądna gra. (...) Nie rzucamy się jak na padlinę, to nie jest padlina. Z szacunkiem, ale bezwzględnie." (część 2/4 3:18 - 6:00)
W przerwie zawodnicy krzyczeli, ale nie wściekali się przez taktykę, tylko przez swoich kolegów, którzy tej taktyki nie wypełniali, niewłaściwie kryli i nieprawidłowo stosowali pressing: "ile można mówić, żebyście grali to, co chcemy grać" (Piotr Lech, 2/4 6:47-9:52). Ujek miał pretensje do kolegów nie tylko o brak wysokiego pressingu, ale też o skuteczność (3/4 7:36). Lenczyk z kolei tłumaczył mu, że jego bieganie za piłką jest bezsensowne, gdy reszta zespołu cofa się na środek boiska i tam przygotowuje się do pressingu, a od dobrej skuteczności ważniejsze jest zabezpieczenie własnej bramki.