X-Ray napisał(a):

|
Prezes ma wykonywać polecenia właścicieli
|
No właśnie nie, nie ma. W polskim "systemie" prawa spółek działa to zupełnie inaczej. Prezes ma zarządzać spółką według swojej najlepszej wiedzy, a właściciele nie mają prawa mu wydawać wiążących poleceń. I odpowiedzialność prawną za te decyzje ponosi prezes, nie właściciele. Właściciele mogą go co najwyżej odwołać.
Cytat:
|
Wydawało mi się, że działania zarządzających polegają na rozmowie, wspólnym planie działania i realizacji a za chwile wyjdzie na to, że Piotrek to był osobny elektron.
|
Zarządzających - tak. Tyle tylko, że zarządzający był w tym czasie 1 (słownie: jeden). Obidziński. Trio właścicielskie (uwzględniając Dawida w imieniu Kuby) pełniło wyłącznie funkcje nadzorcze, nie zarządzające.
Jontek napisał(a):
|
Prawda jest taka, że Obi zawalił negocjacje, ale to trójca najbardziej zawiniła dając Obiemu rzecz, na której się nie zna.
|
Na tej akurat robocie nie znał się także ani Królewski, ani Jażdżyński, ani Dawid, a Kuba o tyle, że kiedyś jego kontrakty też były negocjowane (pytanie czy przez niego samego, czy przez menedżera). Z pionu sportowego de facto sami wtedy zrezygnowali w imię cięcia kosztów. Innemi słowy - nikogo innego, merytorycznie przygotowanego, do pomocy lub wyręczenia Obidzińskiego nie było. Ale nie słyszałem, żeby Obidziński jakoś protestował, że się nie zna i potrzebuje pomocy. Żeby rezygnował z zarządu, szukał profesjonalistów, bronił się przed powierzeniem mu fuchy, na której się nie znał. Nikt z pistoletem przy głowie nie kazał mu się w to pakować. Mógł zrezygnować po wykonaniu tego, na czym się zna (drastyczne, zadaniowe cięcie kosztów) i odpuścić bieżące zarządzanie klubem sportowym, w czym nie miał żadnego doświadczenia. Ale jednak wziął to na siebie. Wina jest wiec na równi po jego stronie. Zaryzykował. I (prawdopodobnie) spieprzył. Takie życie.
Jeden z kilku przykładów tego, co się dzieje, jak ktoś restrukturyzuje przez cięcie kosztów i posunie się o jeden krok za daleko. Czasem po prostu nie warto, zaoszczędzisz kilka-kilkanaście tysięcy złotych z myślą, żeby jak najszybciej schodzić z długu, za jakiś czas okazuje się, że straciłeś w ten sposób kilka milionów złotych. Takie życie.
My przed sezonem popełniliśmy kilka takich błędów. Świadomie zrezygnowaliśmy z pionu sportowego. Świadomie ograniczyliśmy kadrę, zakładając, że "jakoś to będzie", a teraz ważniejsze jest cięcie kosztów. Świadomie odpuściliśmy "godziwe" przedłużanie kontraktów. A potem nam się to odbiło czkawką. Los zarządu jest taki, że odpowiedzialność za te błędy spadła na niego, jako "firmującego" swoim podpisem te decyzje, nie na właścicieli.