Bo tutaj pojawia się problem odwieczny. Czy lokalny wróg w obliczu wroga zewnętrznego przestaje być wrogiem. Dla jednych tak dla innych nie. W Krakowie gdzie tradycja lokalnej rywalizacji jest dłuższa niż niepodległość Polski trudno się spodziewać, że nagle zapanuje miłość zwłaszcza, że pasiaki zamiast myśleć jak sobie pomóc żyją tym jak zaszkodzić Wiśle. Klasyczna fobia wtłaczana do pejsatych głów od najmłodszych lat. Dlatego uważam że nie ma co dawać prostakom pretekstu do pasienia ich kretyńskich wyobrażeń, wdając sie w wyścig bluzgów. Chamstwu i prostactwu należy się przeciwstawiać siłom i godnościom osobistom

.