Możemy sobie pisać dowolne dysertacje naukowe o polskiej piłce XXI wieku, ale choćby każda z nich stawała się apologią polskiej piłki, to niestety statystyka wyników naszej piłki jest zabójcza dla niej i nie pomogą żadne zaklęcia co do "nie"wyższości piłki zagranicznej nad naszą a tym samym trenerów i piłkarzy.
My nie mamy szans, sami zmienić naszej filozofii myslenia i działania w piłce, gdyż nasz PZPN i nasze kluby są przesiąknięte do krwi i kości błędnym tokiem rozumowania i działania w piłce nożnej. Składa się na to tysiące drobnych spraw i interesików, poszczególnych grup środowiska piłkarskiego, na tyle ze sobą poplątanych, najczęsciej biznesowo i nie zawsze uczciwie, że ostatecznie niezdolnych do jakichkolwiek reform własnych.
Okazało się, że wspólną decyzją polityczną, Polska, jako państwo, potrafiła w jednej chwili odmienić infrastrukturę stadionową w polskiej piłce, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Zapewne w ślad za tym ruszy z kopyta infrastruktura treningowa, przynajmniej w klubach Ekstraklasy i nie tylko. Akcje " Orlik" oraz inne z czasem stworzą powszechność kontaktu z piłką dla każdego na poziomie gminy czy dzielnicy.
Aby jednak owe pieniądze na tą infrastrukture nie poszły na marne, należy także zainwestować w szkolenie. I tutaj powstaje pytanie - JAK to zrobić

Żeby szkolić na najwyższym poziomie, trzeba ten poziom reprezentować. Czy nasi szkoleniowcy - od trampkarza po seniora - gwarantują nam ów najwyższy poziom szkolenia
Raczej NIE. Wobec tego mamy dwie drogi.
1.Wysłać tysiące naszych szkoleniowców na kilkuletnie staże do krajów rozwiniętych piłkarsko, aby po powrocie organizowali szkolenia dla innych oraz sami tworzyli szkólki piłkarskie a także założyli Narodową Akademię Piłkarską, gdzie szkolono by przyszłych fachowców od piłki.
2. Sprowadzić fachowców zagranicznych aby pomogli założyć Narodową Akademię Piłkarską, w której szkoliliby nasze przyszłe kadry fachowców oraz wsparli utworzenie lokalnych lub klubowych szkółek czy akademii piłkarskich.
Po takim wstępie, wróćmy do tutejszej dyskusji o sensie trenerów klubowych z zachodu i ich innym traktowaniu przez kibiców, bo o tym mówimy chyba, a nie o niechętnym im raczej środowisku polskiej piłki, którego jak już wspominałem wcześniej, wyniki pracy dotychczasowej, całkowicie dyskryminują w konfrontacji z tymi trenerami zagranicznymi. Ten polski klub, który pokona opór tego środowiska, począwszy od własnych piłkarzy polskich , po sędziów i PZPN oraz media - pierwszy dołączy do Europy i przetrze szklak dla innych. Wiąże się to z wieloma aspektami sprawy, które mogą ulec poprawie, wyłącznie pod wpływem trenerów zagranicznych. Podstawowe to : cykl treningowy, wymagania piłkarskiego abecadła na boisku, wymagania kondycyjne i fizyczne, profesjonalna selekcja w transferach do klubu, profesjoinalizm w podejściu do piłki w życiu codziennym, realizacja załozeń i taktyki trenera na treningach i w meczach etc. Niby te same kryteria pracy, mogą postawić piłkarzom polscy trenerzy, ale niestety, żaden z nich nie potrafił dotąd wprowadzić w jakimkolwiek klubie, zachodni styl pracy piłkarzy. Niestety, nasi piłkarze, po każdym meczu pucharowym, wypowiadają się, że czują się fizycznie tak, jakby rozegrali 3 mecze ligowe jednocześnie, czego efektem z reguły była kompromitacja lub odpadnięcie z rozgrywek. Gdy Petrescu chciał ich usprawnić przynajmniej fizycznie do meczów nie tylko ligowych, to spotkał się ze zmową środowiska i usunięciem z polskiej ligi. Tym bardziej, żaden polski trener, nie był i nie będzie w stanie, zmusić piłkarzy do cięższych i dłuższych treningów, także z powodów takich jak - niechęć samego środowiska trenerskiego do wielogodzinnych treningów i dni pracy, co powoduje, że nikt nie chciał i nie chce się wychylać przed szereg, w układach PZPN. Na eksporcie, nie mamy ani jednego trenera a polscy piłkarze najczęściej siedzą na trybunach w swoich zagranicznych klubach. Marcelo, jako największy ostatnio talent sprowadzony z dobrego brazylijskiego klubu do Wisły, według trenerów PSV, nabył w Polsce zbyt dużo złych nawyków piłkarskich i dlatego czeka go dużo pracy, zanim stanie się gotowym do dalszej kariery w jeszcze lepszych klubach, a to świadczy o tym, że nasza piłka nie podnosi kwalifikacji piłkarskich, a wręcz je redukuje, dlatego z pokorą należy uważnie wsłuchiwać się w takie wypowiedzi innych i zauważać zmniejszajacy się eksport polskich piłkarzy. Przykładowy Marcelo był zszokowany, że Skorża nie rozumiał jego potrzeby większej ilości godzin na treningach, które piłkarz musiał sobie sam w końcu organizować, a taki Maaskant wręcz czeka i to on prosi piłkarzy aby zechcieli trenować z nim dłużej. Ten przykład jest chyba wymowny wystarczająco.
Wniosek dla mnie jest jeden :
tylko fachowcy z poza polskiego środowiska piłkarskirego, są w stanie dokonać zmian filozofii myślenia i działania na styl europejski w naszych klubach Ekstraklasy, jeśli da się im na to czas i możliwości oczywiście. Co z tego, że Skorża, Zieliński czy chwalony ostatnio Probierz mając czas i zaufanie kibiców czy właścicieli klubów, potrafili zdobywać mistrzostwa ze swoimi klubami

Czy te mistrzostwa były jednak jakimkolwiek progresem naszej piłki

Czy ich kluby i inne z roku na rok dokonują postępu w jakości gry

Levadie itp. świadczą o tym, że NIE. Oni są jedynie zdolni rywalizować na własnym podwórku, a w pucharach i kadrze, nasza piłka zalicza rok rocznie coraz większy regres, tak jakościowo, jak i statystycznie. To, że polski trener ma niby mniej czasu od zagranicznego przy braku wyników, nie do końca jest prawdą. Licka,Okuka czy Petrescu temu zaprzeczają. To, że obecnie, co mądrzejsi idą po rozum do głowy i doceniają potrzebę czasu dla zagranicznego trenera, to wynika z niemocy samonaprawienia się polskiego środowiska piłkarskiego i właśnie tego czasu jemu podarowanemu, z efektem statystycznym poza europejskim.
Dlatego ja nie widząc szansy na samoulepszenie się naszej piłki i myśli szkoleniowej, życzę Maaskantowi czasu na wykazanie się i przetrwanie oporu materii, jaką mu przyszło normalizować do europejskiego standardu. Może kiedyś Wisłę będzie stać na lepszego trenera z zagranicy, a nowe pokolenia Polaków, staną się wreszcie konkurencyjne z zachodem, tak na boisku, jak i na ławce szkoleniowej.
Ps. przepraszam za przydługie być może marudzenie w odbiorze niektórych forumowiczów, ale krócej nie potrafiłem przelać swoich przemyśleń
