sandbender napisał(a):

|
. Chodzi raczej o to, że od początku kariery piłkarskiej pracuje w zupełnie innej kulturze. I automatycznie zwraca uwagę na rzeczy, o których trener wychowany przez PMS nie ma pojęcia,że istnieją lub, że są ważne, że się da je wprowadzić (jak intensywnośc treningu np.), że można grać inaczej. To plus zapewne porównywalna wiedza z zakresu trenerki oraz przede wszystkim, początkowa przynajmniej niezależność, daje nadzieję na progres. Więcej. Będąc w Polsce taki trener nie ma, aż takiego ciśnienia na zachowanie posady, bo jak się mu piłkarzyki zbuntują to po stracie pracy nie będzie musiał nadal w tym grajdołku nowej szukać tylko wróci tam skąd przyszedł (jak Petrescu).
|
To jest teoria. Więcej, to jest dorabianie teorii do gówna. Gdyby zamiast Maaskanta był Majewski, sciągnał Polczaka, a nie tego Marokańczyka i zanotował serię jak Robert to by poleciał i to z przytupem, ba z dopiskiem, że polska myśl szkoleniowa to gówno. A tu wyłącznie ze względu na pochodzenie z zachodu, dorabia się facetowi teorie, że wiecej widzi, lepiej czuje, mocniej żąda etc. Wyniki ma niczym nie odbiegające od normy - wręcz odwrtonie - Kulawik z tą samą drużyną miał lepsze. To samo było z Leo, gdzie w gruncie rzeczy wyszło na koniec, że nie wiele (i to raczej nie na lepsze) to się różniło od Engela czy Janasa. Tylko było zagraniczne i dorabiało się teorię, różne złote myśli (wywiad Maaskanta ostatni jest w podobnym klimacie, 'żeby wygrać musicie grać, żeby grać musicie się przebrać' - łaaał).
Do Maaskanta nic nie mam. Chodzi mi o pokazanie pewnego schematu myślenia, który najpierw był w reprezentacji (tam chociaż na początku były wyniki, wręcz ponad stan), a teraz w Wiśle (nawet bez wyników).
Oczywiste dla mnie jest, że trener 'z zachodu', nawet anonimowy, ma u nas - z niewytłumaczalnego dla mnie powodu - większy margines błędu w stosunku do trenerów-Polaków.