ziz99 napisał(a):

|
Jak przyjdzie jakiś polski "cudotwórca" to pół biedy. Gorzej jak Filipiak pociągnie kogoś z zachodu, to możemy mieć problemy na derbach.
|
No, tak bo przecież polskie jest zawsze gorsze, a z zachodu to hoho. To jest właśnie to podejście, które skutkuje tym, że gdyby Polak miał takie osiągi w Wiśle jak ma Maaskant to już dawno byłoby podcinanie sobie żył i wywalanie, a nie jest, bo... to Maaskant, człowiek z zachodu - potrzebuje czasu, to wina działaczy, poprzedniego trenera, piłkarzy i cały woreczek.
Polski to od razu szyderka, zagraniczny to od razu problem dla rywali. Zagraniczne lepsze. Tylko dlaczego? Bo się świeci? Owszem, wsród tytanów trenerskich (a za takich uważam Mourinho, van Gaala czy Hiddinka) nie ma Polaków, ale nie ma też za bardzo Czechów, Słowaków, Bułarów, Irlandczyków, Szwjacarów, a i z Francuzami czy Anglikami ostatnio słabiej.
Cracovia weźmie jakiegoś Belga (z Lierse czy Beveren) i będzie groźnie, weźmie Fornalika i będzie katastrofa? Bo?
Pomijając już moją teorię, że rola trenera w polskim klubie kończy się na okienku transferowym. Potem se chłopaki grają albo se nie grają. I albo jest fajnie (czyli piłkarzom się chce) i potem przestaje być fajnie (bo fajny trener zaczyna mieć żelazną jedenastkę i reszta zaczyna kopać dołki, bo chce nowego rozdania) albo od razu nie jest fajnie, bo trener debil wymaga dwóch treningów dziennie, a przecież centrum handlowe etc. Nie zwróciliście nigdy uwagi, że klub pod jednym trenerem po roku czy dwóch (bez gigantycznych zmian) przestaje dobrze grać? I pojawia się komentarz, że coś się wypaliło i się kończy. Ot żelazna jedenastka wie, ze i tak bedzie grać więc przestaje się wysilać, a odrzuceni coraz mocniej kopią, bo chcą nowego rozdania układu. A w lidze 'przypadkowo' (mentalność) nie ma piłkarza, który potrafiłby utrzymać dobrą, przeciętną europejską formę, dłużej niż rok, półtora. Potem staje się żelaznym zawodnikiem i odpuszcza (vide ostatnio losy Rybusa, Peszki, Jarki etc, naprawde długie etc).