Widzę, że po jednym meczu nagle zapanował hurraoptymizm. Gdybyśmy dziś grali z rywalem któremu nie przeszkadzają własne nogi (Buval) i gdyby nie pomagał nam sędzia to dostalibyśmy z 5 bramek przynajmniej. Lechiści(!) wchodzili w naszą obronę jak w masło, nawet nie chcę liczyć ile setek mógł mieć ten Buval gdyby potrafił przyjąć piłkę, w dodatku Lechia powinna mieć
przynajmniej jeden rzut karny. Gdybyśmy dziś grali z lepszą drużyną (a taką będzie Lech u siebie) to po pierwszej połowie byłoby 0:4.
Cóż, pozostaje mieć tylko nadzieje na dobry rezultat i głęboko w to wierzę. bo co innego zostaje? przecież Bunoza, Chavez i inni nagle nie nauczą się bronić. może i tym razem uśmiechnie się szczęście...
EDIT
szukając pozytywów: na meczu będzie więcej kibiców Wisły niż mieści sektor gości (+2100)
