Chiny Chinami, jak pojechałem do Hiszpanii to dobrze że uczyłem się języka Cervantesa przez poprzednie kilka miesięcy bo inaczej nie byłbym w stanie zamówić kawy, z kolei we Włoszech posługiwałem się baardzo łamanym makaroniarskim (si, si, papamobile, Gianpaolo, fuoco nel fuoco, senza una donna i te sprawy

). W Grecji ni w ząb, w turystycznej miejscowości oniemiałem jak sklepikarz zaczął mnie obsługiwać po polsku.
Powiem krótko, języki romańskie są bardzo przyjemne do nauki (przynajmniej dla mnie), może popełnię lingwistyczne
faux pas, ale sądzę że taki włoski bardzo od hiszpańskiego się nie różni, a stamtąd mały kroczek do portugalskiego.