Buziek_LG dzięki za odpowiedź.
Nie było moim celem obrazić nikogo, choć rzeczywiście może użyłem zbyt ostrych słów. Jeśli uraziłem to przepraszam.
Jak najbardziej jestem w stanie zrozumieć, że można delikatnie mówiąc nienawidzić PZPR-u jako całość, tworu, który był podporą reżimu tak nikczemnego dla losów wielu Polaków. Jednak wrzucanie wszystkich do jednego worka zamazuje trochę rzeczywistość, bo czy złodziejem nazwiesz osobę, która żyjąc w tamtym systemie, stawiając na edukację, kończąc SGPiS z wyróżeniem i chcąc się doktoryzować zostaje poinformowana, że musi zapisać się do partii, bo inaczej nic z tego. Taki los spotkał moją matkę, która zamiast w Centrali Handlu Zagranicznego jak koleżanki wylądowała w dziale kadr w Społemie. A wystarczył jeden podpis. Obecnie łatwo oceniać ludzi przez pryzmat teczek, czy stanowisk jakie zasiadało się w PRL-u, ale prawda jest taka, że gro młodych ludzi, który robili kariery w latach 70, czy 80-tych żyła w przekonaniu, że nie robią nic złego, bo przecież partia, była partią, nie żadną grupą terrorystyczną, a powszechnie przyjętą organizacją polityczną skupiająco miliony Polaków. W końcu byli to obywatel PRL, którzy od dziecka wychowywali się w tym sytemie i nie wyobrażali sobie innego życia. Nie mówię już o wyjazdach zagranicznych, bo to był bardzo łatwy cel dla władz, gdyż wydawało się, że wyjazd jest ważniejszy niż jakiś tam świstek, który się podpisało, aby móc wyjechać poza demoludy, a dopiero się po fakcie okazywało, że to był cyrograf z diabłem. Pamiętam jak ojciec opowiadał o grancie do Japonii, gdzie przechodzili castingi przed komisją i już niby dostał się na wyjazd wraz z grupą studentów i lista była rzekomo zamknięta, ale po rozmowach indywidualnych lista została odwrócona do góry nogami, a ojca wywalili bo miał podobno słabsze zdolności językowe
Takich przykładów można podawać nieskończoną ilość i z pewnością te osoby, które wstąpiły do PZPR, bądź inaczej "współpracowały" z ówczesnymi władzami żałują tego, przynajmniej niektóre to nie wydaje mi się, żeby wszystkie te osoby musiały ponieść jednakowe konsekwencje, gdyby przeprowadzono jednak lustrację na początku lat 90'.
Żeby nie było, jeszcze z 10 lat temu byłem gorącym zwolennikiem lustracji, która wydawała mi się w tamtym czasach wciąż realna, ba panacuem na uzdrowienie sceny politycznej, ale obecnie taki proces byłby już daremny i co najwyżej można rozliczać pojedyncze sprawy choćby "Wujek", czy stan wojenny jako całość.
PS. Najśmieszniejsze było to, że ci sami wykładowcy, którzy uczyli moją matkę, jej dwie siostry i wujka uczyli też mnie i już nie podawali się za ekspertów od gospodarki socjalistycznej, a bardziej za piewców gospodarki rynkowej. Jak to szybko w ciągu kilkunastu lat ludziom się poprawia
