Grisza1 napisał(a):

|
No to w Wiśle też był taki Mikołaj , jak on sie nazywał, taki blondas obrońca za Nawałki, oooo Kałuda, był Jarosiński, ktory się w pierwszej lidze przebić nie może, były odkrycia typu Magiera, który miał według Wernera Liczki klasą dorównywac Baszczyńskiemu. I faktycznie, wirtuozami nie byli, z całą sympatią do nich. Nie każdy Polak będzie gwiazdą, ale wolę swojego chłopaka typu Błaszczykowski czy Małecki niz wynalazek w stylu Beto czy Christowa. Zasada ta sprawdza się też na niższym szczeblu. W moim rodzinnym Biłgoraju w pewnym momencie Łada Biłgoraj grała w III lidze. Zrobiono zaciąg zamojsko - ukraiński (a Biłgoraj z Zamościem kocha się tak jak Kraków z Warszawą), zawodnicy kasę ciągnęli, wyniki były jakie były, doszło do tego, że dzień przed meczem trzech Ukrainców wyjechało do domu, bo akurat przypadały ich proawosławne święta wielkanocne i tak się skończyła Łada oparta na najemnikach. Teraz klub zaczyna od klasy B, oparty na wychowankach, na swoich chłopakach, wygrywa spotkanie za spotkaniem, na B klase przychodzi po 500 -700 osób ( zdjęcie z niedzieli - http://picasaweb.google.pl/bksladabi...62653416784722). Da się to i na wyższym poziomie zrobić. Po co Ci obcokrajowiec, który bije brawo, jak zaspiewaliście im w Lubinie, że jeśli nie wygrają to wpier...maja? Jak już brać kogoś z zagranicy to gościa typu Vuković, Marcelo, Cantoro, a nie nazbierać w jednym okienku transferowym tuzin nieznających języka i realiów obcokrajowców i oczekiwać, że cudów dokonają...
|
Masz rację, ale jest jeden problem. Jak kupowaliśmy Marcelo, to nikt nie miał pewności, że będzie taki świetny tak samo jak kupując Beto nikt nie przypuszczał, że będzie taki słaby. Nigdy do końca nie wiadomo, na kogo trafisz. Asekurację w tej niepewnej sytuacji stwarza szkolenie młodzieży. Zaciąg własnych zawodników z niższych roczników powinien amortyzować niewypały transferowe z innych klubów z Polski i zagranicy.