|
Wydaje się jednak, że "polscy minimaliści" się zjednoczyli i to nie tylko w Wiśle i nie tylko wśród piłkarzy. Tylko czekam na ciąg dalszy medialnych ataków minimalistów boiskowych oraz amatorskich działaczy piłkarskich - na piłkarzy, trenerów, menagerów i sędziów zagranicznych. Po dzisiejszych słowach Żurawskiego ( wcześniejszej, pomeczowej histerii Brożka z wywiadem do TV ), wysnuwam wniosek, że mamy do czynienia z typową obstrukcją systemu PZPN-owskiego wobec odbierania im chleba przez ludzi z zagranicy. Trudno mi uwierzyć, aby przy takiej swojej filozofii, piłkarze Wisły pałali chęcią wspólpracy z Holendrami i swoimi zagranicznymi kolegami z boiska. Wiem, że nie ma tutaj mowy o dywersji i takich tam działaniach, ale już sam fakt podważania klubu i holenderskiego duetu przez polskich piłkarzy Wisły za politykę transferową "antynarodową" ( co do Holendrów, to są to działania wyprzedzające fakty, gdyż oni jeszcze prawie nikogo nie sprowadzili) , świadczy o tym, że z tej mąki chleba już nie będzie, bo jeśli ktoś coś podważa at hoc i musi się dostosować do innej filozofii działania i myślenia, to świadczy tylko o konflikcie interesów w klubie i drużynie a tym samym o niechybnym fiasku tej wspólpracy. Widać opór materii jest silniejszy, niż by się to śniło największym filozofom. Smutny jest fakt publicznego podwżania decyzji Cupiała i klubu przez polskie środowisko piłkarskie a zwłaszcza w Wiśle, gdzie po tylu latach prób wywindowania polskiej piłki na poziom europejski, poprzez najlepszych w Polsce piłkarzy, które zaczęły się na Valarendze i Tibilisi a zakończyły na Levadii i Karabachu, polscy piłkarze Wisły uważają, że Cupiał musi czekać na podbój Europy, kolejne 10 lat ładowania w nich kasy a jak nie, to polscy piłkarze Wisły, znowu puszczą go z torbami, jak w przypadku Pertescu, który podjął z nimi walkę i bez ogródek nazwał po imieniu, ten polski styl piłki fryzjerskiej i minimalistycznej, po czym poległ natychmiast. I tutaj nasuwa mi się myśl, że prawdopodobnie tym razem Cupiał zamknął drzwi piłkarzom do wizyt osobistych piłkarzy i ich uwag czy próśb, co zaskutkowało obraniem przez nich drogi publicznego wyrażania swojego niezadowolenia z postawy klubu i Cupiała.
Zgodzę się z Żurawskim, że trzeba starać się pozyskiwać do Wisły, jak najwięcej Polaków zdolnych do gry na poziomie europejskim, jeśli tacy się będą pojawiać, ale nie wolno nam generalizować tej sprawy do rangi problemu, że albo oni, albo my, a tak to wygląda, gdy Żuraw dokonuje podziału odpowiedzialności za słabe wyniki, właśnie na My i oni, nawet w tak drobnych kwestiach, jak wywiad pomeczowy. Ja rozumiem Clebera, który gra już kilka lat w Wiśle, ale kazać tłumaczyć się piłkarzom zakupionym miesiąc temu, w tym przecież Wilkowi też, to trochę niepoważne. Kibice chcieliby usłyszeć takich piłkarzy, jak doceniany Sobol czy inni doświadczeni i oddani Wisle piłkarze, gdyż to właśnie na nich liczą najbardziej, iż w każdym meczu będą przykładem szacunku do Wisły dla nowych piłkarzy, zwłaszcza zagranicznych, choć jak widać, nie zawsze tak właśnie jest, gdy widzi się walczących zagraniczniaków i statycznych lub strasznie niechlujnych czy nonszalackich w grze Polaków. Marzeniem byłoby sytworzyć z Wisły kadrę narodową, ale umówmy się, tak nie ma nigdzie na świecie. Zgodzę się też z Żurawiem, że Wisła, którą opuszczał była inna, niż ta którą zastał teraz. I tutaj są dwa aspekty tej różnicy. Pierwszy jest taki, że Wisła mistrzowska, nie grająca nigdy w LM, nie zarabiała na zakup droższych i klasowych piłkarzy zagranicznych, a w tym czasie inne zespoły polskie miały czas ją wreszcie dogonić finansowo i tutaj Żuraw powinien wykazać się większym zrozumieniem sprawy. Inną jest też sprawa słuszna w ustach Żurawia, jeśli odstąpić od podziałów piłkarzy na swoich i obcych, że Cupiał mógł lepiej zainwestować i tak nie małe środki potracone na piłkarski złom i to zarówno polski, jak i zagraniczny. Jednak i tutaj kłania się swojski klimat i winni pomyłek transferowych byli zazwyczaj polscy trenerzy, menagerowie i dyrektorzy sportowi Wisły, wraz z całym balastem doradczym Cupiała i jego TFK. Gdyby Żurawski jasno powiedział, że chodzi mu o fakt sprowadzenia do Wisły zbyt dużej ilości szrotu rodzimego i zagranicznego, zamiast piłkarzy klasowych, naprawdę wzmacniających jakość Wisły i to nie ważne czy polskich czy zagranicznych, to także przyznałbym mu rację, ale on jakoś dziwnie wkomponował to w podział polsko-zagraniczny, bez wskazania, o jaki szrot mu chodzi dokładnie, zwłaszcza, że to polscy piłkarze Wisły, najbardziej na dziś odstają od oczekiwań klubu, a niektórzy z nich zarabiają fortuny, jak na statut piłkarzy w Wiśle nawet nie rezerwowych. Owszem, że są też wynalazki zagraniczne, ale to także wina polskich speców Wisły od transferów. Dlatego po tylu latach szans polskiej myśli trenerskiej, menagerskiej czy piłkarskiej, czas dać czas Holendrom i czekać na efekty, bacznie obserwując, czy były szef sportowy PSV, potrafi lepiej wzmocnić Wisłę i to przy mniejszym niż dotychczas, wspólczynniku błędów transferowych. Myślę, że dane im dwa lata czasu, to minimum, nad minima aby podjąć się podsumowania ich, oby pierwszego i wstępnego etapu starań w Wiśle. Do tego urządzenie przez nich szkółki i bazy treningowej, oby także przy zatrudnieniu w ME, specjalisty od młodzieży z Holandii, to nie mniej ważna kwestia, niż te upragnione lepsze transfery czy LM, które także postawiono im za zadanie.
Ostatnio edytowane przez kot : 03.10.2010 o godz. 22:21.
Nie ma rzeczy niemożliwych.
|