|
Jeśli chodzi o przygotowanie fizyczne, to wydaje mi się, że taki regres wziął się z kilku rzeczy (i to w całej lidze, nie tylko u nas) - ale odniosę się do Wisły, bo to jaskrawo wyjdzie właśnie na naszym przykładzie
1) system z trzymiesięczną przerwą. Nie jest tajemnicą, że u nas trenerzy przygotowują drużynę na dwie osobne fazy rozgrywek. To tak jakby przygotowywali ich do dwóch różnych sezonów. Nie ma większych szans, aby polski piłkarz przy polskim trenerze (jeśli nie dba dodatkowo o własną wydolność - był przygotowany do gry na 100% przez 80% czasu trwania sezonu (mniej więcej tyle trzeba liczyć średnio w ligach zachodnich). U nas najczęściej występuje faza wchodzenia w rytm (pierwsze kolejki), rytmu (środek albo koniec rundy), dołka przeciążeniowego (środek albo koniec rundy). Różnica jest taka, że u nas te rzeczy występują dwa razy na sezon, na Zachodzie tylko raz. Rozwiązania są dwa: 1) zrobić tylko miesiąc przerwy (ale też nie na zasadzie wypoczynku, tylko np. turniejów halowych - bądź zgrupowania); 2) zatrudnić najwybitniejszych specjalistów od przygotowania fizycznego, którzy byliby w stanie podnieść motorykę naszych zawodników.
2) Jako, że punkt 1 można na naszym gruncie raczej między bajki włożyć, przypatrzmy się Wiśle. Każdy kibic poniekąd zauważa, że dawniej jednak tak źle, jak jest teraz, z tym przygotowaniem nie było. Przyczyny moim zdaniem są dwie. Pierwsza, zaczęła się od Petrescu, gdy ten chciał narzucić naszym piłkarzom zachodni reżim treningowy. Nieprzyzwyczajeni do takich obciążeń wiślacy - zaczęli protestować, co zaowocowało zmianami trenerów. Co ciekawe, żaden z tych następców Rumuna nie słynął z lekkiej ręki do treningów - gra wyglądała tak, jak wyglądała - na wybawienie przyszedł trener Skorża.
Trudno powiedzieć co stanowiło o sukcesie pierwszego sezonu - czy to, że zaprocentował wysiłek poprzednich trenerów, czy to, że Kosowski i Niedzielan wrócili z zza granicy, i pokazali kilku piłkarzom, że można - a wręcz należy "chcieć" (stąd Zieńczuk i Brożek). Niemniej od drugiego (i dla mnie to jest teraz największy wykładnik) - po każdym okresie przygotowawczym było z Wisłą gorzej, na co duży wpływ miała również taktyka. Skorża lubił ustawiać zespół defensywnie, przez co drużyna grała bardziej schematycznie. Schemat nastawiony defensywnie oznacza najczęściej dzidę do przodu. Żeby dzida była skuteczna, napastnik musi poruszać się mniej więcej po jednym znanym wszystkim pasie, aby ewentualnie zgrać piłkę. Reszta czeka, jeśli się uda napastnikowi zgrać piłkę, to próbujemy akcji, jeśli się nie uda - bronimy się. (To wielkie uproszczenie, ale musi być obrazowo). Dzięki taktyce Skorży - nasi zawodnicy niemal całkowicie oduczyli się biegania i szukania pozycji, tzw. gry bez piłki. Podstawą była defensywa, więc wystarczyło "mądrze" stać.
Wreszcie 3) mentalność polskich piłkarzy. Ciągłe zmiany trenerów, także te wymuszane tym, jeśli kazali za dużo pracować; mentalność pracy tylko tyle, by odbębnić co swoje i lata regresu wskazanego powyżej sprawiły, że w naszych grajkach zakorzeniły się pewne postawy. Ja po prostu nie wiem, czy nasi piłkarze są jeszcze zdolni do tego, aby przejść na zachodni styl trenowania. Mam spore obawy, czy takim Brożkom się chce, czy Sobol jeszcze coś z siebie wyciśnie, czy Garguła ruszy. Mniej trenuje starszyzna, to co ma się młodzież przemęczać, patrząc na swoich starszych kolegów. Nadzieja w tym wszystkim pozostaje taka, że Maaskant wykorzysta potencjał piłkarzy zagranicznych i na ich przykładzie, udowodni naszym, że muszą się starać. Przez lata zaniedbana była walka o miejsce w składzie, a to też jest jeden z kluczowych elementów.
Do meritum - przygotowanie mentalne drużyny, do tego, aby pracowała i chciała pracować - może niestety Maaskantowi pochłonąć dużo więcej czasu niż przerwa zimowa. Pytanie, czy do tego czasu zdoła się utrzymać na pozycji trenera...
|