Przez pierwsze 30 minut widać było po Legii raka, który toczył Wisłe przez dwa ostatnie sezony. Zero szybkkości, zero startu do piłki, zero wyjścia na pozycję, zero dokładnego podania. Skąd my to znamy : zawodnik wychodzi z akcją z własnej połowy i tak długo rozgląda się komu by tu podać aż mu piłke zabiorą. A jak mu się uda, że mu nie zabiorą, to dzida do przodu.
Potem nastąpił podwójny cud. Legia zagrała ambitniej i szybciej, a zawodnicy w niebieskich uwierzyli, że są oszałamiającymi gwiazdami i wygraja na stojaka. Do tego chyba pyrlandia osłabła kondycyjnie. Mecz po zejściu Rybusa naprawdę bardzo fajny, głównie za sprawą Legii.
Z pewnością doping dodał skrzydeł zawodnikom Legii.
Nadużywanie alkoholu szkodzi koordynacji ruchowej, co było widać po pewnym skrzydłowym
