fox mulder napisał(a):

Gdzieś słyszałem określenie zwichrowany liniowy. Jasne, że obecnie wprowadzenie liniowego, samo w sobie, nie zmieni zupełnie lub prawie nic jeśli chodzi o wpływy do budżetu. Moim zdaniem jednak uprości system podatkowy i zmniejszy diametralnie koszty jego obsługi, co pozwoli zredukować kadrę urzędniczą do minimum przy dobrej woli rządzących ;]
Ciężko jednak mówić o jakimkolwiek upraszczaniu, kiedy ustawa o podatku dochodowym była nowelizowana po 2000 r. kilkadziesiąt razy, jak nie więcej.
Zresztą sam podatek dochodowy jest dla mnie wątpliwy ideologicznie, a progresywny to już rozbój w biały dzień.
|
Rzeczywiście zaczęto używać już to określenie przed wyborami w 2007, kiedy dyskutowano na temat "liniówki", którą może wprowadzić PO po wygranych wyborach.
Chciałbym, żeby tak było jeśli chodzi o redukację kadry urzędniczej, ale wiem że w tej chwili jest to nierealne i nie tylko ze względu na skomplikowany system podatkowy, a bardziej przez niewydolność urzędów i izb skarbowych. Mam kilka osób pracujących w skarbówce i wiem ile roboty ma każda z nich, często muszą uzupełniać dokumenty i pisać różne wnioski już w domu, a w gorącym okresie składania zeznań podatkowych zatrudnia się w niektórych urzędach po kilkadziesiąt dodatkowych osób. Niewydolność, a bardziej skotniałość strukturalna wynika ze słabej organizacji i zacofania procesu informatyzacji przez co wciąż te same informacje trzeba wprowadzać dwukrotnie, w systemie internetowym oraz tradycyjnie w formie pisemnej. Z zewnątrz rzeczywiście może się wydawać, że żyje się tam jak w raju, ploteczki, kawka, czy czekoladki od petenta, ale rzeczywistość jest okrutna.
Uważam, że PIT ma jakiś tam sens, ale sam jestem gorącym zwolennikiem kilkuprogowego podatku degresywnego. Wtedy trzeba byłoby zwiększyć kwotę wolną od podatku do powiedzmy 15 tys. zł, czyli 5-krotnie i zacząć stosować opodatkowanie malejące, powiedzmy 20% / 18% / 16% / 14%. Taka forma opodatkowania będzie zachęcała do wchodzenia w wyższy próg podatkowy, a pracodawcy będą w stanie dać wyższą pensję, aby właśnie pracownik poczuł komfort psychiczny wejścia w kolejny próg podatkowy. Oczywiście sporną kwestią bedzie wtedy sytuacja osób z pensją minimalną, które będą oddawały realtywnie największą część zarobionych przez siebie pieniędzy.
Wiem, że się to nie przyjmie ze względu na mentalność naszego narodu, który ma to do siebie, że najchętniej zabrałby całe pensje dobrze zarabiającym ludziom, bo zapewne zarobili to w sposób nieuczciwy albo najpewniej ukradli.