Kiedyś późnym wieczorem (dwa lata temu już) jechałem autobusem z kilkoma kolegami, no i niespodziewanie wpadły kanary. "....a, nie mam biletu" pomyślałem. Rozkminiamy co zrobić, kumpel kopnał w drzwi, ale nic z tego. Idzie do nas kanar, czekamy na chwilę sądu, a tu nagle drogę naszego oprawcy zastępuje wielki, ogolony na łyso gość. Zaczyna dyskutować z kanarem, żeby nas zostawił, że młodzi jesteśmy, raz się zdarzyło. Kanar chwilę odpierał argumenty, ale gość się zaczął napinać i kontroler biletów puścił nas wolno. Wysiedliśmy wraz z nowopoznanym ziomkiem z autobusu i dziękując zaczęliśmy z nim rozmawiać. Po chwili dowiedzieliśmy się, że nasze portfele uratował... żydek

Gość był za Sraxą i akurat wracał z meczu
Teraz nie mam takich problemów - KKM na wszystkie linie i luzik. Zero stresu, a w ostatnim tygodniu spotkałem kanarów trzykrotnie.