Powiem tak - odstawmy na razie zachowania Małego na bok, natomiast zwróćmy uwagę na jego grę. Wczoraj (po raz któryś z kolei) to była bida z nędzą. To holowanie piłki i kręcenie kółek nie tylko jest wkurzające i nieskuteczne ale na dodatek kończy się zazwyczaj stratą. Zupełnie bez sensu, bez pomyślunku. Była taka akcja w Białymstoku gdy Mały biegł wzdłuż linii bocznej. Biegł, biegł, biegł, aż boisko się skończyło. Zatem skręcił w stronę bramki i znowu biegnie i biegnie. W końcu (wiem, wiem trochę długo ale buduję napięcie

) gdy już nie miał co zrobić kropnął piłkę nad bramką, z zerowego prawie kąta, zupełnie bez szans powodzenia. Tymczasem w polu karnym była co najmniej 2 niepilnowanych Wiślaków. Rzecz w tym że Mały przez ten cały czas nie popatrzył nawet czy jest ktoś komu mógłby podać piłkę. Po prostu - wzrok na piłkę i dawaj.
Sorry za tą nudną historyjkę. Jednak myślę że jest większości dobrze znajoma. I dobrze podsumowuje niestety grę Małego. Owszem, od czasu do czasu coś tam ustrzeli, ale zawdzięcza to bardziej swojej determinacji (którą jak najbardziej doceniam) niż zmysłowi taktycznemu, czy jakiejkolwiek boiskowej inteligencji.