Mam wrażenie, że nie zrozumiałeś absolutnie nic z tego co napisałem...
Czy gdyby obecny rząd miał w sejmie realnie zagrażającą mu opozycję mógłby działać opieszale i zastanawiać się, czy lepiej reformy robić przed wyborami, czy po nich? Zapewniam Cię, że nie mógłby tak działać, gdyż sporo wyborców w tym i ja podziękowaliby mu za takie działanie głosując na inną partie w kolejnych wyborach.
Tymczasem obecnie, jeśli PO chciałoby sie nie spieszyć z reformami, spokojnie mogłoby odwlekać część z nich do okresu powyborczego, ponieważ, tak jak już pisałem wcześniej, niezrównoważony do końca obecnie lider opozycji sprawia, że dla większości ludzi nie ma żadnego wyboru przy urnie...
Gdyby na czele PiS stanęła osoba bardziej umiarkowana, jak pani Kluzik-Rostkowska, czy Paweł Poncyliusz, to myślę, że sporo osób prędzej czy później będąc niezadowolonym z PO zagłosowałaby na PiS widząc w nich realną alternatywę i szansę na lepsze jutro. Co więcej myślę, że obecnie nawet Ziobro, Kuchcinski i cała reszta tzw. talibanu daliby PiS większą wiarygodność.
Tak się czasem zastanawiam, czy gdyby Kaczyński jednak wybory wygrał, to czy bylibyśmy właśnie w trakcie małej zimnej wojny z "przyjaciółmi z Rosji", a może nawet jakiś mały konflikt zbrojny... Jak tak patrzę na kolejne poczynania prezesa to myślę, że do wszystkiego byłby zdolny...
Najważniejszą rzeczą, której politykowi utracić nie wolno to wiarygodność w oczach społeczeństwa. Kaczyński w trakcie kampanii oszukał Polaków i tego się nie da przykryć. Udawał zmianę, która nie nastąpiła, w wywiadach posługiwał się hasłami, które po porażce w sobie tylko znany sposób tłumaczył kompletnie na opak. Stracił twarz i myślę, że w najbliższym czasie u wielu osób nie ma absolutnie szans jej odzyskać.