Czy waszym zdaniem zwiększenie zawodnikom obciążeń treningowych jest celem samym w sobie? Trzeba im "przykręcić śrubę" dla zasady, by gwiazdeczki miały ciężej? Pytam, bo takie odnoszę wrażenie czytając niektórych. Najwyraźniej znacie się na profesjonalnych treningach znacznie lepiej niż ja

, bo ja nie potrafię ocenić jaki cykl treningowy byłby optymalny dla zawodników Wisły. Wiem natomiast, że jeśli celem jest zbudowanie równej, wysokiej formy to rozumowanie typu "im ciężej, tym lepiej" rzadko daje dobre rezultaty.