Piotrkowi Brożkowi czasem wychodziły, przynajmniej częściej niż pozostałym.
Ale tak to niestety wygląda - Bunoza strzelił mocno w środek bramki a tu już głosy, żeby wykonywał stałe fragmenty. Fakt, zagrożenie większe niż po "dośrodkowaniach" Małego i Pajlicia, bo tam albo piłka pada łupem bramkarza, albo zatrzymuje się na murze, w ostateczności majestatycznie przelatuje poza zasięgiem wszystkich piłkarzy w aut, niemniej - bramek z tego zbyt wielu nie będzie. Nawet w naszej ekstraklasie.
Pomijając fakt, że pokemony lubią nawalać na Małeckiego o wszystko ( stałe fragmenty, dośrodkowania, formę Kirma i Jirsaka (sic!) ), to trudno wskazać w obecnej Wiśle kogoś, kto by umiał dobrze wrzucić piłkę. Ostatnim taki graczem był bodajże Zieńczuk.
Co do Bunozy, to ja jednak pozostanę przy swoim zdaniu - przy lepszych, bardziej zdeterminowanych napastnikach gość znów byłby antybohaterem meczu. Obrońca to taka pozycja, gdzie liczą się nie te dobre zagrania, ale raczej - te słabe. Im mniej ich, tym lepszy zawodnik.
Głosy o tym, że to drugi Marcelo pozostawię bez komentarza, ale też nikt normalny nie stawia mu poprzeczki tak wysoko. Drugiego Marcelo w tej lidze to nie będzie jeszcze długo, podobnie jak drugiego Uche, Kosowskiego czy Błaszczykowskiego.
Na koniec jedna uwaga - mimo, ze strzeliliśmy ( przypadkową ) bramkę, mimo, że przez prawie sześćdziesiąt minut siedzieliśmy na połowie Widzewa, nie stworzyliśmy sobie ani jednej dobrej sytuacji. Nie liczyłem rogów, ale w samej pierwszej połowie było ich dla nas kilkanaście. Po żadnym nie stworzyliśmy zagrożenia.
Nowy trener ma przed sobą mnóstwo pracy, pewnie nie wie nawet od czego zacząć.
Acha - od pięćdziesiątej którejś minuty nasi jechali już na rezerwie.