|
Tu należałoby się zatrzymać. Niestety jakość wszystkich (dosłownie) aut europejskich (i nie tylko) ostro pikuje w dół. Już nie robi się twardych aut zdolnych przejechać 500k km w cyklu mieszanym (nie mówię o trasach bo tutaj nawet nowe auta potrafią tyle przejeździć, ale długie podróże autostradami nie są dla nich wysiłkiem). O co chodzi ktoś zapyta? Jak zwykle o kasę. Ktoś kiedyś stwierdził, że na kształt dzisiejszych samochodów największy wpływ mają specjaliści od śrubowania rekordów w oszczędzaniu. Ci goście to dopiero spece. Obmyślili taką strategie: zrobimy auto gorszej jakości, czyli zaoszczędzimy sporo kasy na materiałach, obróbce (czysty zarobek). A jak auto po 5 latach się całe rozsypie to dobrze bo klient kupi nowe (jak nie ten sam to inny, bo tamtemu też się jego auto rozleci). Znowu kasa. I tak w kółko.
Nowe mercedesy to porażka do 10 potęgi. Ktoś płaci kupę kasy za nowego sprintera, by się po 60k km dowiedzieć, że musi dołożyć kolejne kilka tysięcy. A stary sprinter znajomego robi już licznik od nowa (w maju minął milion km)
"Ten febrisan Cię tak rozp...?"
|