|
Jako, że dziś względy zdrowotne nie pozwoliły zameldować się na stadionie, to na spokojnie można było obejrzeć poczynania naszych galacticos przed TV. Cóż... że mecz był beznadziejny, to już każdy przede mną napisał, zatem nie ma sensu powielać przeszło stu wpisów. Rozgrzeszać można wciąż słabym zgraniem oraz początkiem sezonu, jak i ewentualnymi błędami w przygotowaniach przed sezonem. Jednak to, co boli i irytuje, to to, że mając taki materiał ludzki nie potrafimy strzelić bramki po własnej ciekawej akcji, bo jak może być inaczej, jeśli nie potrafimy prowadzić gry, grać płynnie, przyspieszać, nie mamy schematów na rozegranie ataku. Dziś pomógł nam Witkowski swoim farfoclem oraz Kirm tym, że raczej strzelał niż wrzucał. O ból głowy przyprawiają mnie też poczynania Pawła Brożka. Nie mam pojęcia co mu się stało... Dwukrotny król strzelców tej ligi, w Wiśle od lat, naprawdę niezły zawodnik, a jak gra - każdy widzi. Ja nie wiem czy on przez dwa sezony, gdy był królem strzelców jechał na doskonałej mobilizacji oraz sytuacjach bramkowych, gdzie nawet 25% skuteczności owocowało dwiema bramkami w meczu, a teraz pokazuje nam, co tak naprawdę jest wart... Za to w dzisiejszym meczu ucieszyła mnie postawa Pawełka, który chyba podjął walkę o bramkarza nr 1. Kolejna sprawa, to nasza obrona. Mówiąc szczerze, to takowej wciąż nie mamy - niestety. Ja do końca drżałem o wynik i niewiele brakło by moje obawy się ziściły. Nie zgadzam się natomiast z krytyką Bunozy, nie wydaję mi się, że Marcelo zaliczył wiele lepszy ligowy debiut. Jeszcze jedna sprawa to zmiany, które można podsumować modnym ostatnio słowem - masakra. Na koniec trochę na luźno - mam nadzieję, że jeśli nowy trener widział ten mecz, to przy nazwisku Boguskiego dodał notatkę: "nie wpuszczać na boisko pod żadnym pozorem", z resztą przy Kowalskim podobnie. Pozytyw jest taki, że na starcie inkasujemy 3 pkt. i nie tracimy bramki. Kolejny pozytyw to to, że każdy kolejny mecz przybliża nas do gry na Reymonta.
Ostatnio edytowane przez Arturo Qr2nów : 08.08.2010 o godz. 20:56.
|