Sędzia napisał(a): 
Przede wszystkim muszę powiedzieć jedną rzecz, która chyba nieco umyka.
Otóż nie wiem czy wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że niezależnie od tego, kto tutaj głosuje na jaką partię, czy też czuje się niezależny (tak odbieram emj10), to wszyscy jak jeden mąż przyjmują za oczywistość, że budżet powinien być zrównoważony, że deficytu budżetowego nie powinno być w ogóle.
Wbrew pozorom, to nie jest oczywista oczywistość dla polityków (to się tyczy też polityków zagranicznych), dla części "specjalistów" od finansów, ani dla starszych pokoleń.
To jest bardzo budujące.
Druga sprawa, to muszę się odnieść do tego co pisze St@chu i zimiok.
Otóż nieświadomie budujecie swoje tezy na dwóch fałszywych przesłankach.
Pierwsza rzecz, która przebija z dwóch zdań "Może przykład konkretnych działań?" i "Wskaż jedno działanie rządu PiS, które się do tego przyczyniło!".
Ja to odbieram jako utożsamianie działań ("konkretnych") z inicjatywami ustawodawczymi, mającymi na celu ograniczenie wydatków.
Takie utożsamianie jest ze swej istoty fałszywe w ogromnym zakresie. Nie obejmujecie konkretnych działań, które są działaniami faktycznymi, a nie formalnymi. Innymi słowy, pomijacie pilnowanie przez Gilowską, by np. ministrowie nie byli rozrzutni, w przetargach nie wybierano luksusów (w kontekście Radka Sikorskiego kilkukrotnie o tym pisała prasa), itp. itd.
Wcale nie jest konieczne likwidowanie wydatków za pomocą ustawy, jeżeli rząd funkcjonuje w taki sposób, że ministrowie zwyczajnie mają się zmieścić w pewnej kwocie, i potrafią to zrobić.
Uważam, że bardzo nie doceniacie tej sfery aktywności Gilowskiej i rządu PiS, która z natury rzeczy nie jest na tyle wyraźna by stanowić "konkretny przykład".
Druga kwestia, którą próbowałem przekazać posługując się słowami Gilowskiej, to fakt, że usilnie próbujecie posługiwać się zasadą "a u was biją murzynów".
Stawiacie zarzuty Gilowskiej, prosicie o konkretne działania, a nie przyjmujecie do wiadomości (pomijając już to co napisałem powyżej), że budżet zadaniowy jest zdecydowanie bardziej istotny od bezmyślnego cięcia wydatków. To jest konkretne działanie, dzięki któremu Gilowska miała zamiar doprowadzić do budżetu zbilansowanego, o czym zresztą mówi.
To, że to się nie udało, nie jest winą PiSu, bo z natury rzeczy jest to proces rozłożony w latach. PiS utracił władzę i w konsekwencji rozpoczęte prace powinna kontynuować PO, ale tego nie zrobiła. Miejcie zatem pretensje do PO, a nie do PiSu czy Gilowskiej. Oni zaczęli robić to co należało, PO nie dokończyła.
Dalej - jeśli twierdzicie, że PiS miał super sytuację, żeby likwidować deficyt, a Gilowska wskazuje, że PO miało większe pieniądze w budżecie na rok 2008 i 2009, niż ona w 2007, to naturalnym wnioskiem jest stwierdzenie, że PO miało większe możliwości na likwidowanie wydatków, czego nie uczyniło. Jeśli macie zatem pretensje do PiSu, to powinniście mieć jeszcze większe do PO. Przypominam, że kryzys nie zaczął się w momencie gdy PO doszła do władzy, tylko o cały rok później. Był więc czas na cięcia.
I na koniec jeszcze jedna kwestia - nie wiem czy zdajecie sobie sprawę z tego, że Gilowska w PO była autorem najbardziej liberalnego programu gospodarczego tej partii w jej historii, była zresztą osobą o poglądach najbardziej liberalnych w zakresie gospodarki w tej partii. Atakując Gilowską i jednocześnie usprawiedliwiając obecny rząd, nie stajecie po stronie "większych cięć", "mniejszego socjalu" itp. Ta formacja jest pod tym względem mniej liberalna od Gilowskiej.
|
W temacie politycznym duża ilośc osób kieruje się tylko ogólmikam ,i potoczną niechęcia lub obecnie panującą modą na szeroko uśmiechnięte twarze liderów i zarazem dwóch wodzów Donka i Bronka a tak po prawdzie nie widac tej naszej wyspy szczęśliwości co się zwie drugą Irlandią gdzie podatki podnosi sie w stanach lękowych jak na liberałów przystało .
Byliśmy , widzieliśmy już wiele ..."we all hope this is our moment."
|