|
Senior Member
Offline
|
#6553

05.08.2010, 12:50
|
Cytat:
Obcokrajowcy siłą, czy zakałą Wisły?
Coraz częściej przy coraz częstszych wpadkach krakowskiej Wisły toczą się dyskusję na temat tego, czy warto do klubu z R22 sprowadzać tak wielu obcokrajowców.
W samej Wiśle zdania są podzielone.
Oni nigdy nie chcą brać odpowiedzialności za porażki, które ponosiliśmy przecież jako jedna drużyna - ubolewali niejednokrotnie głośno o tym mówiąc byli i obecni rodzimi gracze BG. To, za co my zbieraliśmy cięgie baty od kibiców i przełożonych po nich niestety niejednokrotnie "spływało i spływa".
Zdarza się też, że na Reymonta trafiają zawodnicy, którzy nie bardzo chcą się też z nami integrować - szczerze dodając.
Oczywiście teza ta nie dotyczy wszystkich. Powszechnie szanowanym obcokrajowcem był i jest Cleber. Koledzy z drużyny i pracownicy klubu szanują go za ogromny profesjonalizm oraz właściwe zasady, wedle których funkcjonuje. Na początku pobytu w Krakowie sporych problemów przysparzał inny Brazylijczyk Marcelo, ale po tym jak poczuł się w Wiśle pełnoprawnym graczem i po wielu rozmowach z ówczesnym szkoleniowcem Białej Gwiazdy Maciejem Skorżą oraz reprezentantami rady drużyny i niejednokrotnie po "burach" upominawczych od kolegów z zespołu postawę swą na należytą zmienił.
Specyficzną personą w naszym klubie był Mauro Cantoro. "Mauro to pinokio - uważajcie na niego" przestrzegał przed naiwnością wobec Argentyńczyka najbardziej zaangażowanych kibicowsko fanów jeden z filarów poprzedniej ekipy Kasperczaka. Długo nie musiał. "El Toro" dał poznać się z lubości do obgadywania i wyśmiewania ludzi za plecami. Jedną z jego wpadek odkręcił w 2006 roku Maciej Stolarczyk, po innej środowisko fanów często wizytujących klub postawiło na nim krzyżyk. Stało się to w momencie, gdy była wiślacka "20" "napluła w twarz" wszystkim tym, którzy organizowali coś dla poszkodowanych przez los dzieci.
Specyficznie było w budynkach klubowych za ery Dana Petrescu. Niektórzy piłkarze podbierali sobie w szatni treningowe ciuchy, często zmieniając bezczelnie na nich numery, które wysmarowane pisakiem miały deklarować przynależność do takiego, a nie innego gracza. Część piłkarzy z transferowego zaciągu chciała się choć minimalnie wtedy identyfikować z nowym miejscem pracy, część traktowała je zupełnie instrumentalnie i tylko dzięki silnej osobowości rumuńskiego szkoleniowca oraz właściwym umiejętnościom Polaków zespół "ciągnących" Wisła ugrywała w miarę dobre wyniki.
Jednym z piłkarzy Rumuna był Jean Paulista. To piłkarz, który jakiś czas później rozbawił wiślackie środowisko pewnym zachowaniem. Otóż w momencie, gdy jeden z trenerów zwrócił mu uwagę, by bardziej przykładał się do realizacji założeń taktycznych on odparł, że jego jedynym trenerem jest ... Jezus Chrystus. My i wielu nam podobnych jesteśmy również wyznawcami Chrystusa, ale za nietakt zachowanie gracza z kraju kawy chyba uznało całe niebo.
Na miano "kosmity" nr 1 zasłużył jednak naszym zdaniem Kelechi Iheanacho. Nikt bowiem nie mógł swego czasu rozszyfrować dlaczego kupuje on w sklepiku klubowym codziennie nową parę klubowych skarpet. Okazało się, że dlatego, bo nie chciało mu się prać starych więc dzień w dzień serwował sobie nowe .
Reasumując. Trendem ogólnie obowiązującym na całym świecie jest angaż "stranierich". Nie inaczej dzieje się też i w Wiśle. Wypadałoby jednak dobierać ich tak jak miało to miejsce, w momencie gdy Wisła w ostatniej dekadzie po raz drugi była hegemonem w Polsce. Gdy bowiem pod koniec lat 90-tych i na poczatku 2000 wygrywaliśmy na rodzimym podwórku niemal z każdym, o sile drużyny stanowili reprezentanci Polski.
Tych nie brakuje też i teraz. Doceńmy więc, że często to oni są najbardziej prowiślaccy, prokibicowscy i zaangażowani emocjonalnie w klub. Oni też pewnie zbierają największe cięgi, gdy coś sportowo się nie ułoży.
Gdy więc mamy pretensje do piłkarzy postarajmy sie prześwietlić kto na cięgi tak naprawdę zasługuje. Tym bardziej, że zespół to też trener, a ten nasz obecny coraz bardziej traci panowanie nad wszystkim. Ostatnio lubuje się w zakulisowym zrzucaniu winy za słabą postawę na swych podopiecznych. Mało tego, posądza ich - podobnie jak wcześniej podopiecznych w Zabrzu - o małosportowe prowadzenie się. Wychodzi więc na to, że wszystkiemu są winny wszyscy tylko nie on.
No ale zobaczymy jak "Henry" dotrze dziś do swych piłkarzy. Jak przekona ich, że w 30 stopniowym upale, przy nieprzychylnej widowni warto pomyśleć nie tylko o pieniądzach, ale też i o tym, że Wisły kalać nie można. Wystarczy już bowiem porażek z udziałem jego i jego pochlebców. Wisła ma być potęgą. Każdy, kto tego nie rozumie - niestety nie może odgrywać przy R22 ważnej roli.
|
SKWK......
Ostatnio edytowane przez SpoXsteR : 05.08.2010 o godz. 12:57.
|
|