wolfy napisał(a):

Czy Ty uważasz, że jak przyjdzie jakiś nowy to będzie miał na cokolwiek wpływ? Nie po to stare ... wróciły, żeby się z kimś z zewnątrz władzą dzielić.
I co, przyjdzie jakiś nowy trener który będzie mówił Zdzisiowi jakich ma piłkarzy sprowadzać? Prowizje będzie psuł? Jeżeli przyjdzie, to albo ktoś pokroju Bakero, co nawet nie pysknie, albo jakiś "kumaty" rodzimy fachman, co to szybko się wkomponuje i nie będzie psuł biznesu.
Petrescu to co, zwolnił się sam?! Czy może załatwił go Zdzisiu K.? A może naiwnie liczysz, że cokolwiek się od tego czasu zmieniło?
Przyjdzie jakiś Probierz, to też mu powiedzą coś w stylu:
- "Masz tu Bunozę, zajebisty talent, złoty chłopak. Acha, sprzedajemy Marcelo. Tylko pamiętaj, że masz do grupy awansować! A jak ten gość z czwartej ligi chińskiej? Naprawdę się nie nada? To co, że ma nadwagę - Ronaldo też miał, a jak grał!".
Na co liczysz?
|
Wolfy,
Kasperczak za pierwszym podejsciem w Wisle mial bardzo duza wladze; potem w miare jak jego wyniki w dol ta wladza oslabla ale przez pewien czas byl pierwszym po Cupiale. Odnosnie Twojego drugiego argumentu dlatego wlasnie potrzebny jeste trener z zagranicy ktory nieda sobie dmuchac w kasze i robic z siebie idioty (predzej poda sie do dymisji). Atutem takiego trenera jest to ze przychodzi do klubu jako "osoba z nazwiskiem", nie kolejna polska miotla zamoczona w pilkarskim bagnie. Polski trener jak go zatrudniasz jest wdzieczny za sama prace, zagraniczny trener ma wymagania: dlugosc kontraktu (odszkodowanie za zwolnienie -> casus Kasperczaka 2004), polityka transferowa, rozliczanie za wyniki po odpowiednim czasie, uczciwe i racjonalne okreslenie celow, okreslenie warunkow pracy... To wszystko sprawia ze trener z nazwiskiem (nie Okuka, Pala, Licka) ale trener z autentycznym pilkarskim nazwiskiem jest jakims gwarantem stabilnosci. Po drugie takie trener nie bedzie rozmawial z Kapka tylko z wlascicielem, to daje nadzieje za zbudowanie zdrowych relacji - wlaciciel - trener. Zauwaz jeszcze jedna rzecz, jak zatrudniasz kogos z "nazwiskiem" to sie z nim bardziej liczysz niz jakbys zatrudnial np. Boguslawa Baniaka. Baniakowi moglbys powiedziec "dostajesz Bunoze, sprzedajemy Ci Marcelo" - trenerowi z "nazwiskiem" takbys nie zrobil, trener z nazwiskiem ZARZADALBY solidnych nastepcow, trener z nazwiskiem bylby dysponentem tych "magicznych" 5 mln. euro (oczywiscie po konsultacjach z wlascicielem) jakie otrzymalismy za pare stoperow. Klopot jest taki, ze obecny Kasperczak nie ma juz tej renomy i "kultu" jaka towarzyszyla mu w marcu 2002 jak obejmowal Wisle. Obecny Kasperczak jest zupelnie innym czlowiekiem niz ten ktory przyjechal z Francji. Nie chce uzyc slowa "marionetka" ale tak to troche widze; jest bo jest ale .... jakby na nic nie ma wplywu (ani na kupowanych pilkarzy, ani na tryb w jakim odbywaja sie "zakupy").