Wiadomo, że zdarza się podjechać bez biletu przystanek-dwa albo zdarza się zapomnieć. Jak się jedzie w większej grupie na mecz, to wiadomo, że też raczej biletu się nie kupuje

Natomiast notoryczna jazda bez biletu i kombinowanie, że ucieknę albo się wykręcę, a może nie będzie kanara w zasadzie niewiele różni się od kradzieży. Od dwóch lat, to nie MPK, a miasto zajmuje się dystrybucją biletów. Firmy jak MPK, czy Mobilis otrzymują pieniądze za tzw. wozokilometry. Zarobione w ten sposób środki inwestują w zakup nowych pojazdów, czy sprowadzanie używanych i późniejszą ich adaptację na potrzeby użytkowania w Krakowie. Pieniądze te pokrywają również koszty paliwa, które są większe gdy np. włączymy klimatyzację.