Jedyne miasto ponad milionowe (metropolia krakowska ma co najmniej milion mieszkańców - licząc Wieliczkę, Skawinę i inne podkrakowskie miejscowości) które ma sprawny transport miejski bez metra to brazylijska Kurytyba.
Jak to działa? Prosto. Przez środek miasta przepuszczono 3 magistrale/aleje, po... 8 pasów każda. Po 2 pasy szybkiego ruchu w obie strony, 2 wydzielone pasy do wyłącznego użytku komunikacji miejskiej, po jednym pasie w obie strony do skrętu i włączania się do ruchu.
Do tego specjalne przystanki dla baaardzo długich autobusów, w których autobus zatrzymuje się na 30 sekund i jedzie dalej. Zabierają po 150 pasażerów i zatrzymują wyłącznie na przystankach-węzłach komunikacyjnych.
System jest efektywny i ekologiczny, bo autobusy jeżdżą na alkoholu produkowanym z trzciny cukrowej. Ale im udało się wybudować te magistrale, burząc dawną zabudowę. U nas to niemożliwe - bo jest zabytkowa zabudowa, a ceny nieruchomości astronomiczne.
Ale pomysł można częściowo zaadaptować, tworząc system jednokierunkowych ulic w centrum miasta. To może być rozwiązanie doraźne, które na chwilę pomoże.
Docelowo jednak nie ma innego wyjścia, jak budowa metra. I nie przyjmuję argumentu, że nas na to nie stać. Kraków staje się coraz bogatszym miastem, za 20 lat będziemy mieć statystycznie podobne dochody/mieszkańca, jak obecnie solidne zachodnie miasta - Kolonia czy Lyon. Miasta podobnej wielkości, albo nawet mniejsze, które metro posiadają (albo tramwaj, który wjeżdża pod ziemię, jak w Kolonii).
Dlatego już teraz należy o metrze rozmawiać, by za 10 lat przystąpić do budowy.