|
Z tego co pamiętam, to Koyoot był chyba przeciwnikiem zatrudnienia Kasperczaka. Zwolennicy Skorży, a wcześniej Petrescu, często podnosili zarzut, że nowoczesne drużyny buduje się od tyłu, że szkoleniowców za pierwsze sezony rozlicza się nie ze strzelonych, ale ze straconych bramek. Ta argumentacja mogła mieć sens w przypadku Rumuna, niestety zupełnie traciła na wartości jeśli chodzi o Skorżę - on tu zabawił znacznie dłużej.
Heniowi rozbito tyły i jest to fakt. Nie ulega wątpliwości też to, że w klubie wszystko zmienia się z dnia na dzień i gdy Kasperczak planował przygotowania mógł skupić się, zresztą tak, jak lubi, na ćwiczeniu wyprowadzaniu akcji, powtarzaniu schematów ofensywnych - o doświadczoną i zgraną defensywę mógł być spokojny. Teraz powinien być znacznie bardziej zaniepokojony, bo nie dość, że wyjęto mu ważny klocek z tej konstrukcji, to zupełnie się tego nie spodziewał i nie mógł się na tę ewentualność zabezpieczyć.
Ale co z tego, ile bramek tracimy, teraz mówimy o tym, ile bramek strzelamy - powiecie. Rzeczywiście, skuteczność Pawła Brożka raczej nie zależy od formy Clebera, ani tego, ilu mamy środkowych obrońców w składzie. Ale z jego zwichrowanym celownikiem, większe szanse mamy na wygraną, gdy przeprowadzimy dwadzieścia, a nie dziesięć akcji. A to, ile ich przeprowadzimy, zależy także od zawodników defensywnych. Od wyprowadzeń piłki po kontrach, po rozpoczęciach. Od tego, jak obrońcy zgrani są z pomocnikami defensywnymi, jak boczni obrońcy wymieniają się pozycjami z pomocnikami itd. Zresztą, wystarczy sobie przypomnieć, jak kilka razy w lidze Głowacki czy Marcelo puszczali prostopadłe przez pół boiska - zabójczo skuteczne.
Moim zdaniem najpierw powinniśmy zatroszczyć się o solidnych obrońców, a potem ewentualnie myśleć o poprawieniu naszej skuteczności. Na razie Paweł Brożek wspomagany przez Żurawskiego musi wystarczyć.
|