|
Śmiem twierdzić, iż większość naszych piłkarzy wolałaby, aby nikt już nie wzmacniał Wisły. No bo przecież niektóre nasze święte krowy miały miejsce w składzie niejako z automatu, więc nie potrzeba było zapieprzać na treningach, walczyć na maxa w trakcie meczów. To zrodziło patologię w postaci wystawiania w rundzie wiosennej snującego się po boisku Brożka, który był chyba najsłabszym napastnikiem w ekstraklasie. Wyobrażacie sobie Brożków w duecie na ławce? Przecież gdyby się tak stało, to od razu zaczęliby rozwalać drużynę od środka. To jest patologia, która trzeba przezwyciężyć. Jedyną metodą jest szeroka, wyrównana kadra i trener, który obiektywnie ocenia możliwości i formę poszczególnych graczy.
Chociaż z drugiej strony należy wspomnieć, że, jak to zwykle bywa w Wiśle, pojawiają takie ,,kwiatki" jak Małecki, który domagał się wzmocnień, a jak usłyszał, że przegrał rywalizację z Łobo, to odstawił widomą szopkę.
|