Listek napisał(a):

http://sport.onet.pl/pilka-nozna/inn...wiadomosc.html
Jak widzisz takie rzeczy zdarzaja sie nie tylko u nas. Ale przepraszam ty zyjesz w perfekcyjnym swiecie gdzie wszystko idealnie sie uklada, nie ma przypadkow losowych a gdybys zostal prezesem Wisly to juz dawno bylibysmy w cwiercfinale LM. Swiadcza o tym twoje zawsze perfekcyjne analizy taktyczne meczow i oczywiscie wg ciebie banalne negocjacje z kandydatami na naszych pilkarzy ktore zawsze zakonczczylyby sie sukcesem. I oczywiscie wszystkie porazki to tylko nieudolnosc naszych dzialaczy.
Bo ty myslisz ze z pilkarzem to jest jak w sklepie. Przychodzisz, lezy na polce i kosztuje 300k euro. Podchodzisz do lady i mowisz: poprosze tego i tamtego. Pani ekspedientka mowi: Ooooo 2 na raz? to ja panu rabat dam a trzeciego dorzuce za pol ceny! Wszyscy sa swietni i w twojej analizie meczu beda mieli zawsze oceny powyzej 6 w sklai EUROPEJSKIEJ.
Taki kontrakt z Milinkovieicem ktorego nota bene nasz klub nigdy NIE potwierdzil uznajesz za jego porazke. Nie wiesz jak przebiegaly negocjacje(jesli byly), nie wiesz ile Wisla chciala mu zaplacic, nie wiesz jakie fochy mogl stroic i czego zadac. Za to razem z kolega Wolfym przescigacie sie w sianiu defetyzmu i pluciu na swoj klub.
Przepraszam. Musialem.
|
Wyjaśnijmy sobie coś.
Kibice jedynie reagują na politykę klubu, którą kreuje zarząd z Cupiałem. Dlatego to nie ja, Wolfy, ani nikt inny nie sieje defetyzmu, tylko oni postępowaniem podczas tego i poprzednich okienek transferowych. Pretensje ślij więc pod innym adresem.
Nie żyjemy w perfekcyjnym świecie. Ale nie trzeba tam żyć, aby prowadzić politykę inną niż w Wiśle. I przykładowo w miejsce odchodzących gwiazd zespołu ściągać piłkarzy z jakimiś dokonaniami w CV, zamiast anonimowych „nona menów” czy „tuczników” na testy. Niestety, to nie my, a Legia pokazuje, że można to robić, wyśmiewając Twoją kpiącą opowiastkę o kupowaniu towaru w sklepie za ladą. Nie trzeba żyć w perfekcyjnym świecie, aby nie osłabiać się regularnie, nie rozwalać sobie w kluczowych momentach obrony, unikać wpadek takich jak pozwolenie na pracę Bunozy (PSV ma czas na uporanie się z podobną sprawą przy Marcelo do pierwszego ważnego meczu – profesjonalistów od amatorów odróżnia np.: to, że losowe trudności tym pierwszym nigdy nie rzutują na sprawy ważne), nie mieć długich wakatów na stanowisku prezesa, posiadać długofalową strategię wzmacniania zespołu itd. itp.
Po drugie: Nie każde negocjacje muszą dać efekt. Ale też nie każde muszą kończyć się spektakularną klęską. Od lat nie widzimy w Wiśle negocjacyjnych efektów w postaci naprawdę dobrych piłkarzy (ostatni to Marcelo). A zapowiedzi ich ścągnięcia było wiele, ostatnio Jakosza, niegdyś Wilczka, Helera etc. To jest zastraszające świadectwo wartości naszej polityki kadrowej i umiejętności (nie tylko negocjacyjnych) naszych działaczy.
Po trzecie, porażki nie biorą się znikąd i zawsze pozostają w związku z tym, kto coś zrobił lub czego nie zrobił. Każda na pewno raz wtóry nie świadczy dobrze o kompetencjach naszych pracowników klubowych, od samej góry do dołu.
Po czwarte wreszcie, krytyka zlej polityki władz Wisły i ich błędów, które potem skutkują np.: takimi Lewadiami, absolutnie nie jest „pluciem na klub”, czy na barwy. Sprowadzanie jej do tego wymiaru jest oczywistym nadużyciem. Troska o klub nie musi wyrażać się milczeniem i udawaniem, że nigdy nic złego się nie dzieje.