|
Myślę, że można już powoli podsumowywać nasze okienko transferowe. Bo chyba przy zdrowych zmysłach nie wierzy, że znacząco wzmocnimy kadrę "jak tylko przejdziemy Litwinów". Nie, to już koniec. Dojdzie może 1-2 piłkarzy z kartą w ręku, ale jako uzupełnienie składu. Żadnego wzmacniania nie będzie.
Patrząc na tą żałosną telenowelę, zwaną "polowaniem Wisły Kraków podczas kolejnego okienka transferowego", nie sposób odnieść wrażenia, że to już kiedyś było. Tyle że zamiast dogadanego Neia mieliśmy Makinwę, zamiast Grzelaka i Kaźmierczaka (ew. Grigorje i Mazilu) mieliśmy Milinkovica.
Za każdym razem znaczące wzmocnienie jest tuż-tuż, niemal za drzwiami stadionu przy Reymonta. Dogadaliśmy się z klubem, najczęściej na sporą kasę, zawodnikowi zaoferowaliśmy furę pieniędzy. Niestety, wredny menedżer w ostatniej chwili zmienił warunki, oszalały prezes zawrócił zakontraktowanych piłkarzy z lotniska, krzywo ktoś się uśmiechnął, przedstawiciel Wisły akurat w kluczowej fazie negocjacji puścił bąka, zawodnik przy wsiadaniu do samochodu potknął się o własne sznurówki, etc.
Za każdym razie po takiej transferowej klęsce otrzymujemy uspokajające informacje. Dobrze poinformowane źródło cytuje Cupiała, snującego wizje o potędze jakie się nikomu nie śniło. Uczynny menedżer zawodnika za pośrednictwem dziennikarzy zapewnia, że Wisła oferowała kokosy, ale ulubionym kolorem Makinwy jest zielony, nie czerwony i tylko ten drobny szczegół zadecydował o wyborze oferty Larissy (oczywiście nieprawdą jest, że Włosi z Grekami w negocjacjach wyśmiali ofertę Wisły, jak wcześniej informowano). Wisła proponuje astronomiczne kwoty za kolejnych piłkarzy, tylko zwykły pech powoduje że oni do nas nie przychodzą.
Ale to oczywiście tylko kwestia czasu. Trudno, przed I rundą się nie wzmocnimy, ale potem na pewno - jest cała lista kandydatów. Później - jednak ze wzmocnień nici, ale za to spokojnie budujemy struktury organizacyjne i przygotowujemy transferową ofensywę, jakiej pozazdrości nam Real Madryt. W zimie - ach nie, to nie ma sensu. Ten sezon odpuszczamy, skupiamy się na okienku letnim. Wtedy zaczniemy budowę nowej, wielkiej Wisły.
Podkreślam - to wszystko już było. Tak jest od dłuższego czasu - w zasadzie od Dinamo Tibilisi. Mami się nas obietnicami wielkich transferów, a tak naprawdę schemat jest identyczny. Odchodzą wartościowi piłkarze, w ich miejsce pozyskujemy tańsze zamienniki. Aż dziw, że po kilku latach takiej polityki transferowej mamy jeszcze kogo sprzedawać.
Fakt, mieliśmy farta. Diament Błaszczykowski, wciśnięty przez Brzęczka na testy. Marcelo - za darmo, wciśnięty przez początkującego menedżera. Ale i fart kiedyś się kończy. Za chwilę zostaniemy z piłkarskim złomem i garstką weteranów. Sobolewski, Cleber i Żurawski pograją rok, góra 2-3. Co potem?
Jak to co! Potem zaczniemy budowę nowej, wielkiej Wisły. Jak co roku.
Uma vez Flamengo, sempre Flamengo
|