Wyświetl pojedynczy post
Uran235
Senior Member
 
Od: 08.2005
Skąd: Łódź

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#9011
Stary 05.07.2010, 00:29
Przeraża mnie ta ekscytacja wyborami. Nie chodzi o to, że jest coś złego w posiadaniu poglądów politycznych i wyrażaniu ich, nawet emocjonalnie, ale cholera- tym razem nie było na kogo głosować! To nie było głosowanie za kandydatem, tylko przeciwko drugiemu, z obydwu stron, właściwie zaprzeczenie idei demokracji. Ludzie powinni pluć i przeklinać na kandydatów i partie, a tymczasem rzucają się sobie nawzajem do gardeł.

Czym jest stanowisko prezydenta- jest to przede wszystkim funkcja reprezentacyjna, głowa państwa, która swoją obecnością uświetnia najważniejsze wydarzenia międzyarodowe, mająca znaczący wplyw na politykę zagraniczną kraju, a może przede wszystkim na postrzeganie kraju przez inne narodowości. Ponadto z konstytucyjnej definicji wynika iż osoba piastująca stanowisko prezydenta powinna być bezpartyjna.

Nasi kandydaci:
Bronisław K.- facet jako polityk wrył mi się w pamięć dwoma dokonaniami. Po pierwsze przetarg na samoloty transportowe dla polskiego wojska- jako minister obrony doprowadził do feralnego zakupu hiszpańskich samolotów CASA, które jak się poniewczasie okazało nadają się jedynie do transportu piechoty, bo nasz sprzęt najzwyczajnie nie mieści się w otworze wjazdowym- stąd konieczność wykupienia w trybie awaryjnym używanych Herculesów od USA. Drugie jego dzieło to wypowiedź sprzed wielu, wielu lat, wypowiedż po której musiałem sprzątać zupę ze stołu bo aż się zachlysnąłem. Jakiś materiał o międzynarodowym dniu tolerancji, wszystkie wypowiedzi stonowane, tylko Komorowski na koniec materiału: "Myślę, że w tym dniu wszyscy powinniśmy być gejami i lesbijkami." I faktycznie w trakcie pełnienia obowiązków prezydenta, jak i prowadząc kampanię wyborczą dał się poznać jako "porywający mówca", takich hec nie widziałem nawet na szkolnych akademiach, ten facet nie umiałby nawet umotywować bandy nawalonych studentów do napadu na spożywczak. Jako kandydat bezpartyjny Bronisław K. też wypada blado, bo jego twardość i nieustępliwość wobec zachcianek Donalda T. jest porównywalna z twardością żelkowego misia na czterdziestostopniowym upale w starciu z walcem drogowym. Do tego jego aparycja może nadaje się do czytania dzieciom bajek na dobranoc, ale nie do prowadzenia polityki międzynarodowej. Bronisław K. to wąsata pierdoła, której staruszki pomagają przejść przez ulicę.

A teraz kandydat numer dwa, Jarosław K.- postać powszechnie znana jako bohater humorystycznych niemieckich komiksów dodawanych do niedzielnych wydań gazet. Lokalnie bardziej znany jako uosobienie partii zwanej PiS-em. W PiS-ie słuchają się go wszyscy, słuchał się go nawet jego brat, to on układał program partii, to on nią jednoosobowo kierował i zarządzał. Zadajmy sobie pytanie- czy zostając prezydentem faktycznie potrafilby zrezygnować z pełnienia tej funkcji- nie wierzę w to, tm bardziej, że po katastrofie smoleńskiej nie widać nawet kandydata, który mógłby przejąć po nim schedę- wielki powrót Dorna jako marionetki- w to też nie wierzę. Ponadto Jarosław K. lokalnie, w obrębie kraju jest postacią, ktróra niejednokrotnie kompromitowała się wdając się w spory z rywalami politycznymi, w sporach tych uciekając się do nieudokumentowanych argumentów, wszelkiej maści haków, znieważeń i pomówień. Aparycją i urokiem osobistym Jarosław K. również nie porwie tłumów, a jego umiejętności jako oratora może i przewyższają umiejętności Bronisława K. ale to absolutnie żadne osiągnięcie, to jak cieszenie się z ogrania San Marino, podczas gdy samemu dostaje się baty od Hiszpanów.

Politycznie bliżej mi zdecydowanie do PiS-u, nie chcę Komorowskiego na prezydenta, ale uważam, że Kaczyński prezydentem to również fatalna decyzja, kolejne lata zastoju decyzyjnego i w dodatku osłabienie sceny politycznej, bo kto poprowadzi PiS. Kampania była fatalna, właściwie wymiana merytorycznych argumentów nie istniała, kandydaci przerzucali się nieudolnymi wiecami i programami oraz dokonaniami partii, a nie własnymi. Nasza scena polityczna zasłużyła nie na zółtą, lecz na czerwoną kartkę i pozostawienie stanowiska prezydenta nieobsadzonym przez najbliższy rok. Wiem, że to niemożliwe, ale ekscytowanie się tymi kiepskimi kandydatami bez wizji i postulatów, bez elektoratu lecz antyelektoratem i jeszcze przerzucanie się argumentamisprzed iluś lat, że na PiS to idzie wiejska niewykształcona swołocz głosować, a na PO miejscy nuworysze bez własnego zdania nie jest nawet śmieszne. Jest tragiczne bo wskazuje, że scena polityczna i kraj wymagają gruntownej przemiany wewnętrznej aktywnego dokształcania obywatelskiego i uświadomienia konieczności wymagania pewnych standardów od polityków. Tymczasem przy takiej frekwencji i takiej zajadłości na żadne zmiany na lepsze nie ma co liczyć. Wręcz przeciwnie w polityce będzie coraz więcej reality show, a coraz mniej polityki.