|
Pewnie jeden i drugi był spięty na początku, bo tak naprawdę człowiek podczas debaty rozluźnia się dopiero w momencie gdy czuje że zyskuje przewagę nad rywalem. Samo poczucie euforii po zadaniu ciosu i uśmiech na twarzy wpływa na przekaz jaki otrzymują widzowie. Nikt nikogo nie znokautował ze względu na wagę piórkową tej debaty i silną szczękę kandydatów, ale ucieczka Kaczyńskiego po debacie nie wskazywała na to żeby był jakoś szczególnie zadowolony.
Komorowski rzeczywiście był w pewnym sensie zdekoncentrowany, wchodził w polemikę z dziennikarzami, zwracał uwagę Olejnik na zegar, a także kilkukrotnie starał się odejść od formy monologu i przejść w stronę prawdziwej debaty. Na pewno był żywszy, zwracał na siebie uwagę zmieniając intonację głosu i można było odnieść wrażenie że tak naprawdę tylko jemu zależy na czymś więcej niż referowaniu wyuczonych kwestii. Zmieniał kilka razy pozycję, odwracał głowę w stronę a to do JK, a to widowni, a to dziennikarzy, ale w kluczowych kwestiach spoglądał w ekran. Osobiście ja lubię tego typu sposób wypowiedzi kiedy koncentruje się na wypowiedzi i w kluczowych momentach akcentując ważność danego fragmentu zdania spogląda się w ekran kamery.
Warstwy merytorycznej nie poruszam, bo była rzadka, czyli na poziomie (braku poziomu) obu kandydatów.
|